Widzisz posty wyszukane dla hasła: wisnia najlepsze gatunki
Wiadomość
  jRPG - FF, CT, etc. Co tam myślicie o tych skośnookich grach
jRPG to najlepsze gry w jakie było dane mi zagrać i niewiele gier spośród innych gatunków tak przypadło mi do gustu jak RPG z Kraju Kwitnącej Wiśni. Oczywiście, zdarzają się mizerne potworki, ale wynagradzają je w pełni mistrzowskie gry. Ja osobiście przeszedłem FFVI (bardzo dobra gra, chyba najlepsza z tych oldschoolowych), FFVII (gra jest po prostu wspaniała - tylko ten kto w nią nie zagrał może twierdzić inaczej - po prostu królowa serii Final Fantasy)), FFVIII (wiem, co sądzi o niej Kłak, ale jak dla mnie to bardzo dobra kontynuacja serii), Kingdom Hearts: Chain of Memories (bardzo dobra gra z pograniczy jRPG, zadziwiający miks postaci ze Square Enix i... Disneya), Chrono Trigger (heh, dzieło wspólnej pracy Square i Akiry Toriyamy od Dragonballa - też świetna gra), Tales of Phantasia (przede wszystkim JAKA TAM JEST GRAFA - jak na SNESa oczywiście), Breath of Fire...
Smoczek, wiem co masz na myśli mówiąc maraton jRPG - szczerze mówiąc ja już od jakiegoś roku gram tylko w gry tego rodzaju. Teraz przechodzę dziewiątą część sagiFinal Fantasy a w kolejce czeka Xenogears - gra ponoć lepsza nawet od FFVII X_x. Oczywiście kiedyś będę się musiał też dobrać do FF od 5 w dół...
I jeszcze jedno. Smoczek, jeśli chcesz ściągnąć gry na SNESa bądź GBA wraz z potrzebnymi emulatorami, to chyba się nie obrazisz jeśli lekko zareklamuję stronę na której się udzielam - Subarashii Fantasy . Tu, w dziale download można znaleźć wiele wspaniałych gier, wśród nich właśnie Chrono Trigger, czy też Final Fantasy 6, a także wiele, wiele innych...
 
  Alkohol
Mnie nauczyl pic wodke wujek:) I czuje zasadnicza roznice od tego momentu. Zauwazylam, ze wczesniej pilam tak, jak wiekszosc kobiet - przez wargi. Wtedy smakuje obrzydliwie.
Ale jezeli wleje sie wodke od razu "do garlda" jak to robia mezczyzni, wtedy rozchodzi sie takie przyjemne ciepleko:)
to oczywiscie zalezy tez od rodzaju i gatunki. Sa takie, ktore smakuja ohydnie, np Zytnia, albo z CZerwona Karka - sa wyjatkowo paskudne.

Poza tym polecam Wam wsciekle psy. To drink podawany w kieliszku - troche soku malinowego, na to wodka lana po sciance tak, zeby sie nie zmieszala z sokiem i na to trzy krople tabasco.
To jest naprawde rewelacyjne:)

Poza tym prowadzimy wlasna produkcje nalewek. Polecam! Najlepsze sa z wisni i tarniny:)
  drewno jabłoni na łoże
Loza z drewna jabloni...czys ty z deba spadl .Na loza nadaja sie tylko gatunki drewna orzecha,jaworu [klon pasiasty] ,korzen orzecha [pasiasty orzech lub szynkretowy] oraz wisnia [USA]....buk,jesion,brzoza uzywane byly raczej w broni wojskowej [muszkiety piechoty] i sa malo efektowne .W 16-17 wieku uzywano tez na loza drewna sliwy i gruszy lecz tu nie chodzilo o pieknosc uslojenia drewna bo i tak loza zdobiono lub bejcowano na heban [czarny]. Dopiero na przelomie 17/18 wiek zaczeto doceniac wzor[uslojenie] drewna i jego wlasciwosci wiec i najlepsze egzeplaze robiono w lozach z drewna korzenia orzecha.....
  J-rock =3
Envy

W końcu jakiś w miarę znośny japoński zespół. Nie są wybitni w swoim gatunku ale napewno jest to najlepszy band z kraju kwitnącej wiśni jaki słyszałem. A co najważniejsze nie mają tego popapranego imiczu. ;P
 
  Mega Rotfl - continued
najlepszym prytozolem w historii bibmrownictwa byl Drink Nadwislanski.
Legendarny napoj o smaku kompotu z jablek...
Tylko ultrahardcorowcy potrafili wytrabic 3 flaszki dziennie.
bezkacowa masakrujaca swiadomosc ambrozja...
ale wyszla z obiegu jakies 10 lat temu
osobiscie z gatunkow obecnych na rynku polecam wino Poziomkowo Jablkowe.
Albo lipowomiodowa nalewke...
Nie dotykac nic o smaku wisni i sliwek...
bo tymi wlasnie aronatami identycznmi z naturalnymi maskowane sa najwieksze zbiorowiska niedofermentowancy toXyn
  Dary przyrody "kasztany"
Czy wiecie, że najlepszymi drzewami do regeneracji sił witalnych człowieka są: kasztanowiec, lipa (królewskie drzewo Lipinek), dąb, klon, sosna, świerk, jodła.

Od dawna znano i wykorzystywano oddziaływanie drzew na psychikę człowieka, gdyż leczyć może już nawet samo przebywanie w ich sąsiedztwie.
Oto kilka przykładów:
-przebywanie pod KASZTANOWCEM pomaga przezwyciężyć stany lękowe,
- pod WIĄZEM - uczucie frustracji i bezsilności,
-pod BUKIEM - wpływa na wyrobienie toolerancji w stosunku do innych,
-pod MODRZEWIEM- wzmacnia i daje dobre samopoczucie,
a pod DĘBEM - ma być pomocne w rozwiązywaniu trudnych problemów,
a co wiemy o BRZOZIE? Podobno jej właściwością jest delikatność, którą można wykorzystywać przy wszelkiego rodzaju wstrząsach zarówno fizycznych jak i emocjonalnych.

Znakomite efekty daje również wzmacnianie bioenergetyczne poprzez objęcie pnia. Dotykamy go stopami, kolanami, klatka piersiową i czołem.

Drzewa mają też właściwości antyseptyczne np. niektóre gatunki sosny, jesion, eukaliptus, a nawet wiśnia i topola. Z krzewów jałowiec i czarna porzeczka.
Ava
  miody
zapomniałąm, były takie dobre, malinowy....wiśniowy.....najlepsze te owocki z beczki wyciagane....nie ma to jak głodi studenci z samego rana degustują %

A wąłsnie swego czasu kupowaliśmy słoiczki wypełnione w misterne wzory różnymi gatunkami orzeszków i zalane miodem. Można to zobaczyc w Piotr i Paweł, Chyba w Almie.

A na allegro kiedys dorwaliśmy wiśnie w miodzie,

jeszcze są truskawki w miodzie

Brzoskwinie

i maliny
  dla smakoszy KAWY :)
KAWA słowo pochodzenia arabsko-tureckiego.
Napój z prazonych a później zmielonych ziaren kawy uzyskiwanych z drzewek kawowca.
Roslina pochodzi z Afryki,uprawiana także w Ameryce Płd.
Napój z kawy pierwsi zaczeli sporządzac a XIV w. Araboowie.
Europejczycy 300 lat później W Londynie pierwsza kawiarnia powstała w 1652,w Paryżu w 1672, w Wiedniu w 1683, założył ją Polak Kulczyński, korzystając z zapasów armii tureckiej po bitwie pod Wiedniem.
Do końca XVII w. kawę sprowadzano wyłącznie z Jemenu,ale w miarę rosnących potrzeb plantacje powstały na Cejlonie,w Indonezji,Indiach Zach. , w Brazylii.
KAWA zawdzięcza swoje orzeźwiające działanie kofeinie,której zawiera,zależnie od gatunku od 0,5 do 2%.
Kawa pobudza procesy kory mózgowej, zmniejszając znużenie, ale też zwiększa ciśnienie, powoduje zawroty głowy, bezsenność.
Za najlepszą kawę uchodzi Arabica uprawiana w Etiopii.Ma owoce podobne do wiśni, o kolorze naprzód zielonym,potem czerwonym a gdy dojrzeje szaroniebieskim,owoc zawiera jedno lub dwa nasiona-ziarna kawy.
Kawa po turecku-zmielona , zalana zimną wodą i zagotowana z cukrem.
Kawa po wiedeńsku-parzona w expresie,osobno gorąca śmietanka.
Kawę rozpuszczalną uzyskuje się poprzez odparowanie wody z rozpylonego naparu kawowego w strumieniu gorącego powietrza lub w procesie liofilizacji(z zamrożonego ekstraktu usuwa się wodę za pomocą pompy próżniowej)Druga metoda daje kawę o znacznie lepszym aromacie i smaku.
  Seria Harvest Moon
Seria Harvest Moon (Bokujō Monogatari) należy do nietypowych gier, których cała masa przyciągnęła do nas z kraju kwitnącej wiśni. Należy ona do gatunku, który technicznie można by nazwać grą przygodową z elementami RPG i strategii ekonomicznej, a potocznie "symulatorem farmy" czy też jak przyjeło się w naszym kraju "symulatorem rolnika".
Zapoczątkowała ją firma Natsume, wydając w 1997 pierwszą część, należącą do ostatnich gier wydanych na SNES. Gra z tego powodu nie przyniosła jednak tak sporego sukcesu jak kolejne częsci wydane na GameBoy'a. Szczytem kultowości okryła się jednak dopiero Harvest Moon: Back to Nature wydana na PlayStation, uważana przez wielu za najlepszą w serii. Seria okupuje konsole Nintendo (zwłaszcza hendheldy GBC, GBA i NDS), ale cztery odsłony doczekały się też wersji na konsolach Sony - mowa tu oczywiście o HM: BtN (Playstation), Bokujō Monogatari for Girls (wydana w Japonii wersja BtN jak sama nazwa wskazuje dla dziewcząt), Harvest Moon: Save the Homeland (dość przeciętna gra na PS2) oraz Harvest Moon: Oh! Wonderful Life (wydana także na Playstation 2, ale tym razem bardzo dobra o wiele lepsza od StH, dorównująca prawie BtN).
Jeśli mieliście styczność z tą IMHO sympatyczną serią, napiszcie co o niej sądzicie.
  Wina owocowe.
Co do wyboru i wyrobu win to kiedyś robiłem wina owocowe z porzeczek ,czerwonych ,białych i czarnych i innych owoców
Ale najważniejszym w tym wszystkim jest dobór gatunku drożdży winnych
Np. do win czerwonych, białych z Jabłek , białych i czerwonych porzeczek ,wiśni lekkich należy dodać drożdże Sherry , Burgund A do win Ciemnych ciężkich z Czarnej porzeczki ,Czernic drożdże Malaga , Tokaj

Jedne z najlepszych drożdży do produkcji Miodów Pitnych lub Win są drożdże Aktywne.
Najmniej z nimi jest kłopotu jeśli chodzi o przerób cukru w nastawie i można osiągnąć zamierzony % w Winie lub w Miodzie Pitnym taki jaki się chce, oczywiście z małą poprawką na alkochol.

Pozdrawiam serdecznie
StanleyK
  WIELKI SPIS DRZEW ŁUCZNYCH
Czytałem, że jabłonki, śliwki i wiśnie mają dobre właściwosci, ale przymknąłem na to oko. Widzę, że jednak tak jest(piła do boju^^).

Co do innych gatunków, to łuk można zrobić prawie ze wszystkiego: szerokie, cienkie ramiona zginające się tak samo w każdym miejscu. Wtedy, każdy(chyba) wie, kąt ugięcia w dowolnym miejscu będzie mały i wytrzyma to nawet olcha, czy sosna. Jednak podzielam zdanie robin_a, po co się bawić?

No i mnie też dziwi brak obecności cisu oraz obecność leszczyny wśród najlepszych - to taka moja skromna wątpliwość.

[ Dodano: Pon 17 Wrz, 2007 18:20 ]
  Kury i kaczki biegusy
Ja zajmuje się hodowla biegusów od ok. 4 lat . Jedzą to co kur bo przebywają razem . Biegusy z natury uwielbiają grzebać z samego rana w poszyciu poszukując różnego rodzaju robaki. Jeśli teren przeznaczony dla biegusów będzie dostatecznie obszerny by rosły tam trawa to kaczki te będą spędzać dużo czasu pasąc się. Biegusy uwielbiają oprócz trawy (u mnie w hodowli ) czarną porzeczkę , agrest, wiśnie ,maliny i rozdrobnione jabłka. Biegusy są brudasami jeśli chodzi o wodę. Z racji tego że często ją brudzą trzeba ją często wymieniać na nową. Gniazdo zakładają u mnie w kurniku ( zazwyczaj w tzw. budzie.) mogą też zakładać gniazdo pod krzakami ozdobnymi. Zimę spędzają tak jak kury , nie mają szczególnych wymagań. Cały rok noc spędzają w kurniku razem z kurami , same wchodząc do niego. Jeśli chcesz mieć kaczki na których nauczysz się hodowli to najlepszym gatunkiem będą mandarynki lub karolinki. Biegusy w swojej hodowli traktuje jako taki dodatek od którego zaczęła się moja cała przygoda z kaczkami. Kupując pierwszą parę cyraneczek zdałem sobie sprawę że ich hodowla to jest całkiem inna bajka. I dopiero przy hodowli tych kaczek zacząłem nabierać doświadczenia. :mrgreen: bo doswiadczenie hodowlane nabywa się w praktyce . ;-)
  żywienie lorysy
luska, sporo się już naczytałem o tym gatunku papug, gdyż jest to moje skryte marzenie by je nabyć.
Wszędzie są podobne informacje, jednakże w każdej publikacji piszą coś nowego.
Ptaki te głównie jako pokarm powinny dostawać owoce a w nich głównie jabłko, banany, winogrona.Nie skąpią także truskawkami,wiśniami,czereśnią. Diete ich wzbogacamy jeszcze marchewką-najlepiej jak jest drobno sterta, sokami z owoców, biszkoptami w mleku słodzonym. Ptaki te wręcz uwielbiają miód i pochodne, to też powinno się go ciągle im dostarczać w pojnikach-rozrobione z przegotowaną wodą.
Nie gardzą one też niewielką ilością nasion z których powinno się im podawać słonecznik,owies,konopie,kanar,kardi i kilka innych nasion.

Nie powinno się zapominać że ptaki te są ciepłolubne i niezbyt dobrze znoszą wielkie spadki temperatury, które po nie zaaklimatyzowaniu się ich ,mogą się skończyć tragicznie.
Higiena w utrzymywaniu tych papug powinna być naszą domeną gdyż są to ptaki które strasznie brudzą, a co za tym idzie...... ? W taki sposób karmienia jaki one mają,szybko mogą się rozwijać różne bakterie w niedojedzonych cząstkach karmy jak i w odchodach. Powiniiśmy to jak najszybciej usunąc jeśli nie chcemy by nasi podopieczni załapali jakieś choróbsko.
Najlepszym rozwiązaniem jest utrzymywanie tych papug w przestronnej wewnętrznej wolierze odpowiednio urządzonej i w miarę często sprzątanej.
  Filmy
A wracając do tematu zgadzam sie najlepszymi przedstawicielami gatunku są "Blair Witch Project", "Koszmar z ulicy Wiazów"(prawdziwy klasyk) i nie zapominajmy o naszych braciach z kraju kwitnącej wiśni^^ maja oni prawdziwy talent jeśli chodzi o filmy grozy. Choćby już wyżej wymieniony film pod tytułem "Klątwa" czy "The Ring"
A tak swoja drogą, może mi sie wydaje ale "piła" zalicza się do thrillerów.

ps. MrSmirnoff Twoje 3 horrorowate propozycje są naprawdę przerażające! ;>
  Muzyka w Anime
W Japonii anime jest naprawdę bardzo popularne. Ma ono wielki wpływ na społeczeństwo, a ramówka japońskiego kanału bez kreskówki jest chyba najbardziej nieprawdopodobną rzeczą w kraju kwitnącej wiśni. Ważnym elementem każdej produkcji anime jest muzyka. Częstokroć jest ona wykonywana przez bardzo znane na wyspach zespoły, czy kompozytorów. Nie muszę chyba pisać jak ważna jest ona w budowaniu klimatu każdego anime.
A oto lista anime z, moim zdaniem, jedną z najlepszych ścieżek dźwiękowych w gatunku:
1. Trigun;
2. Cowboy Bepob;
3. Hellsing
  Trzecia nad coraz to innym ranem

O i fajnie. Fragmenty są interesujące. Tyle, że o ile klasyczna poezja
japońska toleruje powtórzenia, to nie znosi ich nadmiaru.
Haiku oddaje nastrój chwili w formie oszczędnej. Chwyta coś najprostszego
z
otoczenia - najczęściej przyrody, zatrzymuje na chwilę lot słowika lub
połyskujący lodem wierzchołek Fudżijamy, gałąź wiśni na tle chmur. Nigdy
tego nie jest zbyt wiele i zawsze jest wieloznacznie. U Ciebie (choć same
wiersze są sympatyczne) jest zupełnie odwrotnie.
Inną wadą jest pisanie o sobie. Dobre haiku powinno być bezosobowe, a
autor
ujawniać może się jedynie przez to co widzi; statyczne obrazy.


czepiasz się
ten owoc jest w najlepszych miejscach ironicznym komentarzem do klasycznego
haiku (czy pies ma naturę Buddy? :-))
a również wariacjami wokół tematu "noc" (to nie powtórzenia)
może jestem rasistką, ale twierdzę, że człowiek Zachodu nie jest w stanie

i dobrze: gatunek w takiej postaci, jaką postulujesz wskrzeszać, nawet w
Japonii jest już tylko zabytkiem (Basho)
a w najlepszym razie ludową rozrywką (turnieje haiku)
Zachód nieoczekiwanie go galwanizował, wchłonął i odmienił
i byłoby dziwne, gdyby te wiersze nie były drastycznie inne od japońskich
(wróć do Ukochanej Xiążeczki i sprawdź)

(...)  Myslę, że Twoje nieco zyskałyby gdybyś podzielił całe haiku na


kilka.
a co to niby było? grr
patrzcie, bronię jak niepodległości, a nie pamiętam autora :-)

wersach..


jak Ty to sobie wyobrażasz - żółw, Dynamite Joe, pies ze smyczą w zębach i
reszta stuffu gniecie się w jednym pudełku?
tu jest za dużo dobrych rzeczy, żeby całość sprasować

wspieram Cię duchowo, autorze, którego nie pamiętam :-)
ale sprawdzę :-)
pozdrawiam wszystkich haikistów
ragana

  Co dziś gotujecie
Tempura (てんぷら) jest klasyczną potrawą kuchni japońskiej. Wbrew pozorom nie pochodzi z Kraju Kwitnącej Wiśni, ale została zaczerpnięta z kuchni portugalskiej, jednak na dobre zadomowiła się w Japonii. Do jej przygotowania potrzebne są owoce morza (cenione są zwłaszcza krewetki), ryby i warzywa, które zanurza się w cieście naleśnikowym i krótko smaży na głębokim oleju. Dzięki temu zabiegowi krewetka czy warzywo otoczone jest jakby mgiełką z ciasta.

Tempurę przygotowuje się ze składników najwyższej jakości, zwracając szczególną uwagę na to, aby były one świeże. Mogą to być duże krewetki, ryby różnych gatunków, kałamarnice, grzyby shiitake, japońska dynia, bakłażan – w zależności od gustu kucharza i rodzaju tempury. Wszystkie składniki myje się i obiera. Warzywa kroi się w kawałki o wielkości podobnej do ogonków krewetek. Następnie z dwóch jajek, dwóch szklanek mąki i dwóch szklanek lodowato zimnej wody, przygotowuje się ciasto. Ciasto może być niedokładnie rozmieszane, gdyż grudki nierozmieszanej mąki podobno dodają tempurze swoistego uroku. W tak przygotowanym cieście zanurzamy składniki, po czym smażymy je w rozgrzanym do ok. 160°C, głębokim oleju (najlepszy do tego jest wok, ewentualnie patelnia o grubym dnie). Ważna jest kolejność smażenia; na początku warzywa, potem grzyby, zaś na samym końcu owoce morza i ryby. Taka kolejność wprowadzona została prawdopodobnie po to, aby zapobiec mieszaniu się smaków.

Kiedy składniki są miękkie, a ciasto chrupiące, wyjmujemy kawałki tempury z oleju i układamy na bibułce, by odsączyć tłuszcz. Tempurę podaje się samą lub ułożoną w miseczce na ryżu. Zawsze jednak podaje się do niej sos do zamaczania. Składa się on ze szklanki dashi, czterech łyżek sosu sojowego, trzech łyżek wina mirin, oraz tartej rzodkwi, siekanej cebuli, imbiru

[URL=http://pl.wikipedia.org/wiki/Tempura]?ródło[/URL]
  Bijatyka 2D + RPG = Tales of...
Co może wyjść z połączenia gier z gatunku RPG i bijatyk 2D? Cos wręcz genialnego! Do takich wniosków doszło Namco tworząc w '96 pierwsza grę z serii, Tales of Phantasia. Coz, nie mylili się! Gra oczywiście stała się hitem, w kraju kwitnącej wiśni oczywiście... nigdy oficjalnie nie opuściła granic tego kraju niestety. Cale szczęście dzięki hakerom tłumaczom z grupy DEJAP światło dzienne ujrzała angielska wersja, dzięki czemu każdy fan obu gatunków mógł się cieszyć ta doskonała pozycja na własnej konsoli / komputerze. Od tego czasu seria doczeka się kolejnych odsłon, 3ch na konsole PSX, oraz 5ciu na PS2. Nie wspominając już o pomniejszych portach na GBA / GC etc. Większość niestety nie jest dostępnych w europie, niektóre nie opuściły w ogóle granic Japonii.

Gry z serii Tales of łącza ze sobą najlepsze elementy japońskiego eRPeGa oraz bijatyki 2D. Eksplorację terenu wzorowane są na oldchoolowych roleplayach takich jak chociażby serii Final Fantasy, zaś już sam pojedynek na bijatykach takich jak Street Fighter, ba po znalezieniu specjalnego przedmiotu można odpalać techniki poszczególnych postaci przez ćwierćokręgi jak w wielu znanych bijatykach.

Tak zaś wygląda jedna z odsłon serii, Tales of Eternia:


Seria składa się z następujących części:
Phantasia (SNES / PSX)
Destiny (PSX / PS2)
Eternia (PSX / PSP)
Destiny 2 (PS2)
Symphonia (GC / PS2)
Rebirth (PS2)
Legendia (PS2)
Abyss (PS2)

Niestety od czasu pojawienia się Symphonii założenia w jakich toczy się walka zostały zmodyfikowane... starcia zaczęły się odbywać w 2.5D przez co seria sporo straciła w moich oczach! Dlatego fanom bijatyk polecam szczególnie części które wyszły przed ta odsłona! Wszystkie do zagrania na emulatorach poszczególnych konsol!
  Animated - Najlepsze od czasów Bestii?
Przyznam, że Animated oglądałem z przyjemnością. Z poprzednimi seriami było róznie. Armada pod koniec się dopiero rozkręciła. Energon jest nudny, a Cybertron beznadziejny (zwłaszcza, że często musiałem przewinąć pół odcinka, by dowiedzieć się co jest dalje - skutek odpalania 20 cyberkluczy po kolei). Niezapominajmy, że jeszcze jest RiD, który też trzyma poziom.
Animacjin nie ma się co czepiać - ja np. trawię taką lepiej CGI z Cybertronu. Desing postaci to inna sprawa, ale podobnie jak w BW jest oryginalny. Poza tym seria odkupuje wiele starych postaci z G1, (poprzednią taką serią, nie licząc BW był Energon). W końcu mamy ciekawy układ sił - cony są potężne, ale jest ich nie wielu, a boty na odwrót. W japońskich seriach mieliśmy (niestety) do czynienia z bandą botów prowadzoną przez super-duper dopakowanego Optimusa, który potrafił urosnąć do nie wiadomo jakich rozmiarów...
Fabularnie, jest nieźle. Dopiero w drugim sezonie było kilka nudniejszych odcinków, nic niewnoszących do historii. Przyznam, że w paru miejscach serial mnie zaskoczył - sztuka, która nie udała się nawet RiDowi.

Myślę, że Animated, można śmiało uznać najlepszą serią, od czasu BW. Oczywiście BW są na razie lepsze, ale przed nami kolejne sezony Animated.

A teraz kilka słów dlaczego lepiej się trawi Animated niż poprzednie japońskie serie :). Wydaje mi się, że problem leży w tym jak skośnoocy postrzegają Transformers - tzn. uznają, że jest to jedna z serii o Wielkich Robotach, ale nie wliczają jej w gatunek tzw. Real Robot. Co to powoduje? Że pozytywni bohaterowie, w krytycznych bitwach, mogą otrzymywać jakieś super moce niewiadomo skąd, będą w krytycznych momentach pojawiać się pozytywni super mocni nowi bohaterowie, będzie gromadka głupich dzieciaków, źli będą zawsze przegrywać - nawet jeśli będą o krok od pokonania całe zgrai tych dobrych, itd. . Ot, prawa gatunku. Zwłaszcza, jeśli pozwolić pisać scenariusz Japończykowi, który wychował się na takiej klasyce jak Mazinger Z, Getter Robo, Golion, Commbater V i innych. Japońskie piętno jest najbardziej widoczne w Super God Masterforce i wszystkim co było potem aż do końca G1, we trylogii Unicrona mniej, ale też czuć zapach wiśni.
Inaczej z USA. Tam goście nie będą się zajmować takimi głupotami - będą starali się napisać dobry scenariusz (co im się często udawało - BW). Poza tym są nam bliższi kulturowo. Jednak amerykańce mają jedną wadę - w pewnym momencie mogą się skończyć dobre pomysły, a wtedy rozpoczyna się tragedia. I oby ten los nie spotkał Animated! ( A ten wywód powyżej, to moja prywatna teoria :) ).
  skąd wziąć drewno na modele ?
Ostatnio wpadły mi w ręce pudełka po cygarach - wykonane są z cieniutkich listewek, dno to już kawałek deseczki, niektóre posiadają przekładki z kapitalnego foniru, na niektóre elementy modelu jak znalazł. Czy koś już je może w swoich modelach stosował?
Krzysztof


Pisalem juz kiedys i gdzies, ze najlepsze gatunki drewna do budowy modeli (mam na mysli modele historycznych zaglowcow a nie bardziej wspolczesnych jednostek plywajacych), to gatunki TWARDE! Z takich najlepsze sa gatunki owocowe: grusza, czeresnia, wisnia, jablon, sliwa,... a z braku takowych mozna stosowac np. klon, buk, brzoza...Czyli, jednym slowem, gatunki twarde ze zwartymi slojami, ktore daja sie ciac i utrzymuja ostra krawedz ciecia, a faktura ich slojow jest maksymalnie jednolita (najlepszym tu jest niewatpliwie europejski bukszpan, powszechnie uzywany kiedys w muzealnych dzis modelach typu Admiralicji, niestety, dzis juz coraz trudniej dostepny. Latwiej dostepny jest obecnie bukszpan azjatycki, odrobinke gorszy od europejskiego, jednak nadal to cudowny gatunek do obrobki!
Do poszczegolnych akcentow dekoracyjnych (jesli ktos zdecydowal sie modelu nie malowac a tylko zostawic naturalny kolor drewna), mozna uzyc takich egzotycznych gatunkow jak heban, bukszpan, degame, satinwood, mahon z Hondurasu (inne gatunki mahoniu nie nadaja sie), peroba, briarwood, rosewood, cocobolo, persimon,... jesli pojedynczy szczesliwcy w Polsce sa w stanie je gdzies kupic.

Podejrzewam, ze te pudeleczka po cygarach sa zrobione albo z lipy albo z topoli. Lipa europejska, w przeciwienstwie do lipy amerykanskiej, jest gatunkiem miekkim i ma bardzo ograniczone zastosowanie w szkutnictwie modelarskim, a topola nie ma zadnego. Lipa amerykanska jest potocznie uzywana w amerykanskich zestawach modeli szkutniczych firmy Model Shipways i jest matearialem zadowalajacym, niemniej gatunki owocowe sa o niebo lepsze.

Tu, w Stanach sa specjalne tartaki dla stolarzy meblowych czy budujacych na zamowienie np. szafki kuchenne, itp. gdzie mozna kupic pojedyncze deski z w/w gatunkow. Nie wiem, czy w Polsce sa podobne? Trzebaby sie Wam rozejrzec.
  Uniwersalna wędzarnia dla wytrawnych zadymiaczy
He he tak może być zaślepiona rura tylko czarna bez ocynku lub zwinięta blacha. Nabij jak fajkę i do żaru, a przy małym ciagu wypali sie jak przedni tytoń. Najlepiej pala sie trociny dębu i jesionu. Rodzaj drewna walory smakowe i zapachowe i stosowanie:
Jabłoń bardzo łagodny dym z subtelnym owocowym posmakiem, lekko słodki można stosować do wędzenia drobiu, zmienia skórę drobiu na ciemnobrązowy
Wiśnia podobne walory smakowe do jabłoni, ale jest lekko gorzkie można stosować do wędzenia drobiu, zmienia skórkę na kolor ciemnobrązowy
Klon cukrowy wędzony, daje łagodny i lekko słodki smak, nadaje wędzonkom złocistożółty kolor stosować do wędzenia ryb i wołowiny
Jesion szybko się pali i opieka potrawy, ostry, z lekkim wyróżniającym go smakiem, nadaje wędzonkom złocistożółtą barwę świetny do dziczyzny
Winorośl dostarcza dużo dymu, przy każdym gatunku inny, wszystkie rodzaje są jednak generalnie o bogatym i głębokim smaku owocowym ryby i drób
Akacja uzyskujemy cytrynowy kolor wędzenia drób oraz wieprzowina
Bez bardzo lekki, łagodny, subtelny z odrobiną zapachu ( i smaku) kwiatowego owoce morza i baranina
Dąb czerwony : jedno z najszybciej palących się drew, wyczuwalny smak miodu, również ziemisty smak z odrobiną gorzkiego posmaku, daje barwę brązową; biały dąb - jest łagodniejszy, nadaje potrawom zabarwienie ciemnożółte wołowina, ryby, drób
Buk nadaje potrawom wędzonym zabarwienie złocistożółte wieprzowina oraz ryby
Grusza w czasie wędzenia uzyskamy barwę czerwonego wina do wędzenia drobiu
Olcha najlepsze drewno do wędzenia, najczęściej stosowane, uzyskuje się ładny ciemnożółty kolor potraw, przechodzący w brązowy do wędzenia wszystkich mięs i ryb
Orzech uzyskujemy ciemnożółte zabarwienie, daje również specyficzny aromat do wędzenia drobiu i ryb
Zioła i przyprawy można dodać startego czosnku, papryki, cebuli, pieprzu, tymianku prosto do ognia. Powoduje to powstanie dużej ilości dymu i nadaje potrawom wspaniały smak. Warunkiem jest jednak to, że zioła są dodane do ognia w pierwszych 30 minutach do wszystkich mięs i warzyw. Zapomniałem o brzozie, ale bez kory super do szybkiego wędzenia ryb na ciepło dając ciemno żółte zabarwienie, aż do brązowego o głębokim smaku i zapachu.
  WIELKI SPIS DRZEW ŁUCZNYCH
Spisany przez Tima Bakera. Tłumaczony przeze mnie (było tego trochę).

Niektóre gatunki potwarzają się w różnych działach, ze względu na inne odmiany, których niestety nie byłem w stanie przetłumaczyć (za dużo tego).

GATUNKI SŁABO ŁUCZNE
Można z nich zrobić łuk o słabym lub najwyżej średnim naciągu (do 50# ~22kg). Takie łuki muszą być dłuższe, mieć szersze ramiona, płaski brzusiec, najlepiej gdyby miały wzmacniany grzbiet. Najlepiej, gdyby były defleksyjne.

OLCHA
TOPOLA
BALSA
LIPA
KASZTANOWIEC
ORZECH SZARY
CEDR
KASZTAN
JODŁA
MAHOŃ
MANGO
SOSNA
SEKWOJA
ŚWIERK
WIERZBA

GATUNKI ŁUCZNE
Można z nich zrobić typowy łuk o długim naciągu oraz w miarę dużej sile.

JESION
KLON JESIONOLISTNY
EUKALIPTUS
GŁÓG JEDNOSZYJKOWY
MODRZEW
MAGNOLIA
SASAFRAS
OŚNIEŻA CZTEROSKRZYDŁA
SUMAK

NAJLEPSZE GATUNKI ŁUCZNE:
Nic dodać, nic ująć. Przy prawidłowej obróbce można z nich zrobić bardzo twarde łuki o dobrym potencjale.

JABŁOŃ
JESION
BAMBUS
BUK
BRZOZA
CZEREMCHA
NAMORZYNY
TORREJA
WIŚNIA
DEREŃ
WIĄZ
WIĄZOWIEC
GONCOLO ALVES
OSTROKRZEW
GRAB
CHMIELOGRAB
JAŁOWIEC
KŁĘK
CEDR CZERWONY
KOA
CYTRYNA
ROBINIA AKACJOWA
Arbutus menziesii (? nie znalazłem tłumaczenia)
KLON
MESQUITE
KALIMA WIELKOLISTNA
MORWA
DĄB
ŻÓŁTNICA POMARAŃCZOWA
BURMA PADAUK
PALMA
GRUSZKA
HIKORA
PERSYMONA
ŚLIWKA
AMARANT
RAMIN
JARZĘBINA
ŚWIDROŚLIWA
DRZEWO WĘŻOWE
ŻARNOWIEC MIOTLASTY
AMBROWIEC
TANOAK
TEAK
LESZCZYNA
ZEBRANO
CIS

Myśle, że ta lista daje do myślenia. I z pewnością jest jezscze więcej gatunków, trudno wszystkie wypróbować. Myśle, że teraz myślenie np. że drzewa owocowe się nie nadają bo mają dużo "soków", że z sosny nie można zrobić łuku będzie zmienione.

Około 68 gatunków... a ludzie myślą, że drzewem na łuk jest tylko "cis, wiąz, jesion"

>>EDYCJA<<

W załączniku dodaje tekst w oryginalnej wersji (macie tam wszystkie sub-gatunki i wyjaśnienia... powodzenia w czytaniu ;P).

Dodano czeremchę.
  Wiśnia
Oczywiście Aniu. Odkład ziemny nie gwarantuje uzyskania ukorzenionego zraza z każdej rośliny. W większości przypadków jest jednak statystycznie skuteczniejszy od powietrznego. Najlepsze efekty uzyskuję z krzewów ozdobnych i owocowych. Jest to wtedy również wygodne bo najbardziej nadające się do ukorzenienia, młode pędy, łatwo dają się nagiąć do podłoża. Bonsaistę bardziej zainteresuje jednak ukorzenienie w miejscu które ma już odpowiednią grubosć i nada się na stosunkowo szybkie uzyskanie właściwych proporcji i grubości podstawy pnia. I tak przy wiśni musimy uświadomić sobie, że są pewne gatunki którym w ukorzenieniu trzeba dopomóc, i z pewnością wiśnia do nich należy. Przykrycie pnia lub gałązki ziemią praktycznie niczego nie gwarantuje. Miałem taki problem ze skarłowaciałą wiśnią, która miała nad wyraz długi pień. Postanowiłem wykonać skrócenie pnia poprzez odkład ziemny (taki wokół pnia). Brak efektów po roku sprowokował mnie do eksperymentów. Stwierdziłem, że korzenie można uzyskać w ten sposób, że nacinam dość głębokie rany ukośne (wcinam się nożem w kierunku korony drzewka, do samego drewna), a następnie odchylając dość solidnie powstały "języczek", blokuję go jakimś kamyczkiem, lub tworzywem sztucznym. Do odkładu stosuję małoprzepuszczalne podłoże z dawką nawozu osmocote, o przedłużonym działaniu. Bardzo ważne jest aby utrzymać stałą wilgotność podłoża, w którym mają puścić korzonki. Okrywałem więc podłoże pod drzewkiem dość grubą wastwą drobnej kory (ładnie utrzymuje wilgoć w podłożu). Tej wiosny (po dwóch latach) mogłem już odciąć dolne partie starych korzeni i tym samym zastymulować te młode do dalszego rozrostu. Wiśnia jest już miesiąc po zabiegu i właśnie opadają jej kwiaty, których miała tak dużo, że musiałem część usunąć w obawie o utratę energi drzewka, z tak skromną bryłą korzeniową.

Carol
Tobie radziłbym, jeśli nic innego niż odkład powietrzny nie wchodzi w grę, abyś zastosował możliwie największy pojemnik, bardzo solidnie go zamocował, aby całkowicie był unieruchomiony, i tak jak dodała Ania, zabezpieczył go folią. Głównym powodem nieukorzeniania się odkładów powietrznych, są niestety zaniedbania od strony wilgotnościowej oraz ruch doniczki wraz z podłożem (np: przy wietrze), niweczący kolejne próby rozwinięcia się młodych zawiązków korzeni. Proponowałbym Ci też zastosowanie techniki nacinania opisanej powyżej, ponieważ obcięcie pasa kory wokoło ukorzenianej gałęzi jest zdecydowanie ryzykowniejsze dla całej "górnej" części. Moim zdaniem lepiej wykonać dziesięć głębokich nacięć ukośnych umieszczonych na podobnej wysokości i w różnych miejscach obwodu pnia i cały ten obszar zasypać podłożem trzymanym przez solidną donicę umocowaną na pniu.
  HH vs. Techno
Wisnia POPIERAM CIE W 100% EMINEM JEST NAJLEPSZYM raperem po 2Pac'u ....

Kiedys sluchalem hip-hopu i rapu tyle ze glowa boli teraz wole techno o wiele ... Ale mam wielki sentyment do tych gatunkow....
  Trzecia nad coraz to innym ranem



| O i fajnie. Fragmenty są interesujące. Tyle, że o ile klasyczna poezja
| japońska toleruje powtórzenia, to nie znosi ich nadmiaru.
| Haiku oddaje nastrój chwili w formie oszczędnej. Chwyta coś najprostszego
z
| otoczenia - najczęściej przyrody, zatrzymuje na chwilę lot słowika lub
| połyskujący lodem wierzchołek Fudżijamy, gałąź wiśni na tle chmur. Nigdy
| tego nie jest zbyt wiele i zawsze jest wieloznacznie. U Ciebie (choć same
| wiersze są sympatyczne) jest zupełnie odwrotnie.
| Inną wadą jest pisanie o sobie. Dobre haiku powinno być bezosobowe, a
autor
| ujawniać może się jedynie przez to co widzi; statyczne obrazy.

czepiasz się
ten owoc jest w najlepszych miejscach ironicznym komentarzem do klasycznego
haiku (czy pies ma naturę Buddy? :-))


Mu :)
czyzbys byla pokrewna mi dusza?

a również wariacjami wokół tematu "noc" (to nie powtórzenia)


jak juz pisalam w innych postach - to jak fotografie tego samego nad coraz
to innym ranem  :)

może jestem rasistką, ale twierdzę, że człowiek Zachodu nie jest w stanie

i dobrze: gatunek w takiej postaci, jaką postulujesz wskrzeszać, nawet w
Japonii jest już tylko zabytkiem (Basho)
a w najlepszym razie ludową rozrywką (turnieje haiku)
Zachód nieoczekiwanie go galwanizował, wchłonął i odmienił
i byłoby dziwne, gdyby te wiersze nie były drastycznie inne od japońskich
(wróć do Ukochanej Xiążeczki i sprawdź)


zgoda calkowita (patrz moj post w odpowiedzi Grubemu)

Ludzie zachodu - czyli my - przez poznawanie haiku rozwijamy sie, uczymy sie
inaczej patrzec na swiat - a ze mamy inne doswiadczenia i je wlasnie
wkladamy w minimalna forme haiku to nie znaczy ze jestesmy gorsi ... czy
dyskryminowani ...

trudno zebysmy pisali o Gorze Fuji i  kwiecie kwitacej wisni :) , ktore nie
leza w kregu naszych codziennych doswiadczen

a turnieje haiku (czyli kukai) istnieja tez na zachodzie i w internecie
tez -  i musze sie przyznac ze z moim zamilowaniem do cykli stanowia
oszalamiajaca lekture - np 40 haiku o mgle :))))

| (...)  Myslę, że Twoje nieco zyskałyby gdybyś podzielił całe haiku na
kilka.
a co to niby było? grr
patrzcie, bronię jak niepodległości, a nie pamiętam autora :-)


bo przeciez ie autor tylko haiku :) jest podawane dyskusji :)

| wersach..
jak Ty to sobie wyobrażasz - żółw, Dynamite Joe, pies ze smyczą w zębach i
reszta stuffu gniecie się w jednym pudełku?
tu jest za dużo dobrych rzeczy, żeby całość sprasować

wspieram Cię duchowo, autorze, którego nie pamiętam :-)
ale sprawdzę :-)
pozdrawiam wszystkich haikistów
ragana


dziekuje za wsparcie
OrO

PS: probowalas kiedys rengi ?

  [recenzja] Elfen Lied

Oto pierwsza scena jaką możemy oglądać w serii anime "Elfen Lied".


A to z kolei osóbka, która spowodowała, że pierwsza scena wygląda tak jak wygląda.

Znacie Francesco Petrarkę? Włoski pisarz, który zasłynął z dużej ilości antytez i kontrastów w swej twórczości. Z dwóch powyższych scen można już wywnioskować, że "Elfen Lied" praktycznie wyśmiewa poetę.

Tajne laboratorium. Z doskonale zaprojektowanej klatki wydostaje się Lucy. Rozpoczyna się masakra. Rzeź. Mord. Jatka. Wystarczy że Lucy zechce, a dziesięciu żołnierzom strzelającym do niej z karabinów odpadną głowy. Żołnierzy jest więcej. Więcej ludzi umrze. Lucy wydostaje się na zewnątrz, a o jej głowę ociera się w ostatniej chwili zatrzymany przez nią pocisk ze snajperki. Spada do morza, a załoga laboratorium nie może jej znaleźć. Sytuacja zostaje skwitowana słowami "Jeśli pozwolimy Lucy przebywać na wolności, człowiek stanie się rzadkim gatunkiem".



Schody prowadzące do domu, który niegdyś był restauracją. Dookoła klasyczne płatki kwitnącej wiśni. Kouta ma zamieszkać w tym domu na okres swoich studiów. Należy on do matki jego przyjaciółki z dzieciństwa, Yuki. Nie widział jej od bardzo dawna, i oto na tych schodach odbywa się ponowne spotkanie. Wybierają się razem na plażę.



To właśnie na tej plaży dwie zupełnie przeciwne sobie historie łączą się. Kouta i Yuka spotykają nagą, różowowłosą dziewczynę z małymi różkami na głowie. Jest ona głupiutka (jak bucior lewej nogi) i umie powiedzieć tylko "Nyu". Kouta stwierdził, że nie można zostawić jej samej na plaży, więc zabrał ją do domu, a tam spędził kilka godzin wymyślając dla niej imię, aż w końcu jego skomplikowane szare komórki wymyśliły, że dziewczyna nazywać się będzie "Nyu". I tak Kouta miał mieszkać sobie spokojnie z Yuką i Nyu, dopóki w Nyu nie obudziła się jej prawdziwa osobowość - Lucy.
Za Lucy został wysłany najlepszy zabójca jakiego posiadał rząd. I gówno mógł zdziałać przeciw niej, ponieważ jest ona Dicloniusem - przedstawicielką nowej rasy ludzi, którzy posiadają tak zwane "Vectory" - niewidzialne ręce, które mogą zabić każdego kto jest w ich zasięgu. A najgorsze jest to, że Dicloniusy chętnie zabijają ludzi, więc lepiej jest, kiedy rozdwojona jaźnia Lucy znajduje się w statusie słodkiej i niewinnej "Nyu".



Postanowiono, że według starego powiedzenia "Kto mieczem wojuje, od miecza zginie", za Dicloniusem należy wysłać innego Dicloniusa. I tak dowiadujemy się, że im bardziej dziewczę jest urocze, tym więcej ludzi zabić może za jednym zamachem. W końcu dostajemy mieszaninę scen miłosnych ze scenami niezwykle brutalnymi, z domieszką tajemnicy przeszłości bohaterów, którzy już kiedyś się spotkali. Tutaj nie ma zasad moralności.



Dość długo pisałem o fabule, pora na wykonanie. Kreska jest piękna, śliczne twarze i duże oczka bezapelacyjnie zasługują na miano "czystego stylu anime". Animacja też stoi na wysokim poziomie - zwłaszcza świetnie wyglądają ruchy trójwymiarowych Vectorów, ale sceny walk (a raczej rzezi) też są bardzo płynne. Jeśli chodzi o muzykę, to ciężko jest zauważyć jakikolwiek inny utwór niż ten który słyszymy w openingu, ponieważ jest on wpychany wszędzie, co na dłuższą metę jest bardzo irytujące. Poza tym nie mogę powiedzieć, żeby fabuła nie była oryginalna, a na dodatek występuje schludne łączenie kilku wątków.



Chociaż uważam, że anime jest wykonane bardzo pożądnie i samo w sobie jest ciekawe, to pozostaje jeszcze kwestia moralności, dlatego nie wiem, czy mogę polecić tę serię. Widzimy tutaj bezlitosne zabijanie zarówno dorosłych jak i dzieci, widzimy nawet wspomnienia ofiary pedofila. Czytałem wiele opinii na temat tego anime i wnioski jakie wyciągnąłem to takie, że albo się je uwielbia, albo nienawidzi.
Sam od siebie daję temu anime 10/10, ponieważ uważam, że jest doskonałe. Ale czy ty chcesz je obejżeć - zdecyduj sam.
  Owocowy zawrót głowy
Owoce w alkoholu

Owoce konserwowane w spirytusie są bardzo rzeczą zwyczajną we Francji i krajach południowych, u nas mało w użyciu pomimo wybornego smaku - pisała już w XIX wieku Lucyna Ćwierczakiewiczowa w swej książce "Jedyne praktyczne przepisy konfitur, różnych marynat, wędlin, wódek, likierów, win owocowych, miodów oraz ciast" (Wyd. Alfa 1985, reprint wyd. 1885 r.). Mogą być - po staropolsku - przysmakiem poobiednim lub "męskim" dodatkiem do mięsa. Można nimi ozdabiać torty, leguminy i kremy.

Owoce powinny być najlepszego gatunku, dojrzałe i soczyste, gdyż w alkoholu twardnieją i wysuszają się. Najlepiej zalewać je niezbyt mocnym alkoholem (30-33 proc.) i przechowywać w szczelnie zamkniętych gąsiorkach lub słojach typu twist. Syrop z owoców może z powodzeniem służyć jako "babska" nalewka. Owoce wyjęte z syropu można obtoczyć w cukrze lub kandyzować w syropie.



Wiśnie
Powinny być dojrzałe, na przykład tzw. łutówki, ale trzeba uważać, by nie były przejrzałe. Ucinamy ogonki do połowy i na sicie przelewamy wrzątkiem. Następnie układamy je w słoju nakłute wcześniej w 2-3 miejscach drewnianą wykałaczką, dodajemy kawałek cynamonu i trochę ziaren kolendry. Gotowe wiśnie zalewamy gęstym syropem (na każdy kilogram owoców - 300 ml z 30 dag cukru) zmieszanym ze spirytusem w proporcji dającej alkohol o mocy do 33 proc. Staropolski przepis poleca wystawić słój na słońce na 4-6 tygodni.

Gruszki
Wybieramy bardzo soczyste, niewielkie i niezbyt dojrzałe gruszki, które zanurzamy w gorącej wodzie i trzymamy na ogniu, aż zmiękną - są wtedy łatwe do obrania. Pozbawione skórki owoce wkładamy do zimnej wody, do której wcześniej należy dodać soku lub kwasku cytrynowego (na 1,5 kg owoców - sok z jednej cytryny). Następnie sporządzamy syrop z pół litra wody i 30 dag cukru (na 1 kg owoców). Do gotowego syropu wrzucamy gruszki i raz zagotowujemy, odstawiamy. Na drugi dzień odlewamy syrop, podgrzewamy go i na gorący wrzucamy gruszki, ponownie je zagotowując. Następnego dnia znów powtarzamy tę czynność. W rezultacie mamy uzyskać miękkie owoce. Wystudzone gruszki układamy w słoju i zalewamy syropem, który wcześniej należy wymieszać ze spirytusem w takiej proporcji, aby otrzymać alkohol o mocy 33 procent.

Brzoskwinie
Przygotowujemy syrop z 80 dag cukru i szklanki wody (na jeden kilogram owoców). Dojrzałe, ale nie przejrzałe brzoskwinie obieramy ze skórki, jeśli dodajemy morele wystarczy obetrzeć je z meszku. Owoce nakłuwamy w kilku miejscach drewnianą szpilką i wkładamy do gotującego się syropu. Raz zagotowane owoce należy przełożyć do porcelanowego naczynia na dwie doby. Po upływie tego czasu zlewamy syrop i odparowujemy go by zgęstniał. Tak przygotowany syrop, po wystygnięciu mieszamy z ćwiartką żytniówki. Owoce układamy w słoikach i zalewamy syropem. Gdy owoce po pewnym okresie spadną na dno są gotowe do użytku. Jeśli nas stać, można owoce zalać winiakiem.

Renklody
Prawie dojrzałe renklody, obetrzeć z "koloru" i ponakłuwać wielokrotnie drewnianą szpilką. Następnie wrzucić je do wrzącej wody, trzymać przez chwilę na małym ogniu. Gdy wypłyną na wierzch, wyjmować je łyżką cedzakową i wkładać od razu do zimnej wody. Po wystygnięciu wyłożyć na sitko i dokładnie odsączyć. Teraz przełożyć do gęstego syropu - na kilogram owoców - 0,5 l syropu z 0,5 kg cukru i odstawić na dobę. Drugiego dnia zlać syrop i po przegotowaniu ponownie zalać nim owoce. Nazajutrz syrop razem z owocami zagotować i wyszumować. Ostudzone owoce ułożyć w słoikach, a do syropu dodać tyle spirytusu, by uzyskać 30-33 proc. moc alkoholu - i zalać nim owoce zamykając szczelnie słoiki. Oprócz renklod można też przyrządzać inne śliwki - z wyjątkiem węgierek, które mają zbyt grubą skórkę.

Orzechy
Jeszcze miękkie, zielone orzechy (dające się przekłuć igłą) obieramy ze skórki i wrzucamy na wrzącą wodę z sokiem cytrynowym. Gdy owoce zmiękną zalewamy je gęstym syropem. Następnego dnia zlewamy go, zagotowujemy i ponownie zalewamy nim orzechy. Czynność tę powtarzamy 3-krotnie. Czwartego dnia - orzechy układamy w słoikach np. typu twist i zalewamy je syropem - rozprowadzonym ze spirytusem tak, by uzyskać 33 proc moc alkoholu. Słoiki szczelnie zakręcamy.

Źródło: we-dwoje.pl
  Kilka słów o sobie
Witam wszystkich fanów anime, mangi, kina azjatyckiego itp.!

Gdzieś na początku tego tematu admin narzekał, że mało nowo przybyłych osób pisze coś o sobie. Postanowiłem więc skrobnąć kilka zdań na swój temat.
Na początek może coś o moim aktualnym statusie. Jestem szczęśliwym absolwentem liceum i posiadaczem kawałka papieru nazywanym tak poważnie "Świadectwem Dojrzałości". Chociaż moim zdaniem ukończenie "ogólniaka" nie jest powodem do szczęścia. Dla mnie był to dotychczas najlepszy okres mojego życia. Teraz (niestety) przyszedł czas trudnych wyborów i decyzji. Ale nie jestem tutaj aby narzekać. Trzeba się cieszyć póki można
Teraz coś o moich zainteresowaniach.
Gdybym napisał na tym forum, że nie lubię anime uznalibyście mnie pewnie za hipokrytę Na szczęście tak nie jest Moją przygodę z tym gatunkiem zacząłem (chyba tak jak większość polskich widzów) trochę nieświadomie. Zaczęło się od takich tytułów jak "Kapitan Tsubasa", "Pokemon" i innych anime emitowanych przez Polsat i TVN. Wtedy nawet nie wiedziałem, że mam do czynienia z wytworami japońskiej myśli twórczej Moją przygodę na poważnie z tym gatunkiem rozpocząłem niedawno, bo jakieś 2 lata temu. Od razu muszę napisać, że dzisiaj takie tytuły jak wyżej wspomniane "Pokemony", "Naruto" i tym podobne tasiemcowate twory nie wzbudzają mojej ciekawości i zapału. Po prostu przechodzę obok nich obojętnie (za to co tu napisałem jutro pewnie znajdę bombę w mojej skrzynce pocztowej ). Preferuję poważniejsze produkcje przeznaczone dla dojrzalszych widzów. Dlatego takie anime jak "Black Lagoon", "Elfen Lied", "Higurashi no Naku Koro ni", "Ghost in the Shell", "Appleseed", czy niedawno ukończony przeze mnie "Shigurui" uważam za coś więcej niż tylko animowane filmy i seriale. Dla mnie to już kawałek prawdziwej sztuki (to moje osobiste zdanie; nie chce nikogo urazić ) Jednak za szczyt tej sztuki uważam film "Mononoke Hime", który w mojej opinii jest jedną z najwspanialszych (jeśli nie najlepszą) produkcją pochodzącą z kraju kwitnącej wiśni. Do dzisiaj wracam często do tego filmu i za każdym razem wywołuje on u mnie takie emocje jak za pierwszym razem. Ostatnio spodobały mi się także anime z gatunku romans/dramat (sam się zdziwiłem ). Po obejrzeniu "Clannad'a" jestem zachwycony (może dlatego, że niedawno ukończyłem liceum, więc miło było przypomnieć sobie te chwile spędzone z przyjaciółmi). Dlatego w najbliższym czasie planuję "lekturę" anime takich jak "Air" i kilku podobnych pod względem treści tytułów.
Tyle o anime. Jeśli chodzi o inne moje zainteresowania to na pierwszym miejscu stawiam oczywiście komputery (nie chodzi mi tu tylko o gry, chociaż one zajmują większość mojego wolnego czasu ). Jeśli już o grach mowa to ostatnio przesiaduję przed Oblivionem, śmigam online w TDU i chyba już po raz piąty powróciłem do Far Cry'a. Nie mogę też nie wspomnieć o S.T.A.L.K.E.R., którego zresztą uznaję za najbardziej klimatyczną grę w jaką kiedykolwiek grałem. Oprócz komputerów lubuję się w muzyce. I to raczej w cięższych brzmieniach. Na pierwszym miejscu stawiam metal/rock (S.O.A.D., Metallica, RATM) i elektronikę (The Prodigy, The Chemical Brothers, The Crystal Method, Massive Attack, UNKLE). Poza tym interesuję się motoryzacją (przede wszystkim brytyjską). A i od czasu do czasu nie pogardzę jakąś ciekawą lekturą.
I to by było na tyle.

Pozdrawiam wszystkich forumowiczów!!
  Muzyka gitarowa, a kwestia techniczno-myślowa.
Zgadzam się, Death to kawał dobrego grania gatunku "ze śmiercią w tytule" , ale gdzie podziałeś takie kapele jak Morbid Angel i ich "Altars of Madness" , Obituary - "World Demise" czy choćby wspaniałe Entombed i "Wolverine Blues". Ostatnia kapela bije na głowe Death...wiem, że zupełnie się z tym nie zgadzasz, ale takie moje zdanie. Poza tym nie tylko na Death kończy się lista "Death metalowych" kapel...oni są tylko kroplą w morzu...z tym, że to oni zapoczątkowali erę "death'u" także się nie zgodzę...
To, że nie lubisz Cradle of Filth nie znaczy, że tak musisz po nich jechać. Czy to Ci się podoba czy nie mieli i mają wielki wpływ na rozwój sceny black'owej. Temu nie zaprzeczysz. Poza tym, to, że Danni śpiewa o dziwnych rzeczach, nie znaczy, ze jest niewiadomo jaki. Np. na albumie "Cruelty And A Beast" teksty "kręcą się" wokół brutalnej i nieludzkiej wręcz Elżbiety Batory (znasz?), a z kolei na "Midian" o wielkim, plugawym i przeniknionym złem miescie Midian. Nie pomyslałeś, ż eteraz jest popyt na takie teksty. Że nie chce się słuchać tekstów o miłości tylko tekstów brutalnych i krwawych... Poza tym Danni układa teksty w języku staroangielskim, więc jest to jeszcze jeden argument mówiący "za" jego postacią...
Oczywiście, że kurwa sztandar polskiej muzyki death'owej. Jedna z nielicznych kapel, która istnieje kupe lat i odnosi dalej sukcesy. Nie jest to kapela garażowa, tylko kapela znana na całym świecie, zapracowała sobie na to wieloma latami cięzkiej, nieżadko wyczerpującej pracy.Jest znana nawet w Kraju Kwitnącej Wiśni. Kogo się nie spytasz o wymienienie kilku najlepszych kapel death'owych świata, zawsze wymieni w składzie Vader'a...
Nightwish drogi Nazrielu nawiązuje do eposu Fińskiego pt. "Kolewala". Jest to epos o krainie Kolewa i bohaterze Vainamoinenie...dalej się dziwisz dlaczego Nigtwish ma czasami tak dziwne teksty?? Wiele fińskich kapel w swojej twórczości nawiazuje do run z tego eposu, a jednak nie sa za to "bluzgane"...
P.S. To, ze jesteś owładnięty Tool'em nie znaczy, że zaraz musisz wynosić go na pierwsze miejsce podium. Posłuchałbyś sobie piosenki Nightwisha z albumu "Once" pt. "Kuolema Tekee Taiteilijan", a zrozumiałbyś co to jest emocjonalne podejście do wokalu...Poza tym nie tylko Nightwish tworzy scene gotycka, ale co ja się będe produkował...
No i chwała Ci kurwa za to. Uszanuj tylko to, że niektórzy inaczej postrzegają słowo "muzyka"...postrzegają je w innych kategoriach...


A szczerze, jebie mnei to jak inni postrzegają słowo muzyka. Ten mój wywód to były moje Własne przemyślenia na temat muzyki, ten, powyższy także. Dla mnei muzyka musi być prawdziwa, szczera, ambitna, przemawiająca do rozumu. Nie ma być sieką o kurwa tym jaki to jest Jej Duch We Mgle. Ma mnie zmusić do czegoś więcej. Do myślenia.
  Mam grona dojrzałe,
Emmo... kiedyś na o2 pytano o przepis na wino owocowe z jablek czy wiśni, i taki przepis tam zamieściłem. Oczywiście winogrona są również,jak sobie przypominam - owocami, a zatem według tegoż przepisu możesz zrobić wino gronowe, czyli szlachetniejsze.
A więc... do czynu!

Jak zrobić smaczne wino owocowe domowym sposobem

Na wino nadają się właściwie wszystkie gatunki owoców, z tym, że najlepiej robić wino z owoców soczystych, dojrzałych, zawierających więc największą ilość cukru.
Podstawowy sprzęt, to:
1)dwa gąsiory o pojemności do 10 litrów każdy,(jeden do fermentacji, a drugi do ściągania wina z tego pierwszego)
2)szklana rurka fermentacyjna wraz z korkiem dobranym do otworu gąsiora,
3)maszynka do wyciskania soku (sokowirówka lub specjalna nasadka na maszynkę do mięsa),
4)giętka rurka plastikowa, lub gumowa (z końcówkami) do ściągania wina,
5)lejek, butelki ze szczelnymi korkami .

Owoce należy starannie umyć i odsączyć. Twarde owoce zetrzeć na tarce, lub zemleć w maszynce. Owoce jagodowe rozgnieść ( np. porzeczki oddzielić od szypułek, ale jeśli mamy specjalną nasadkę – można je przepuścić przez nią wraz z szypułkami).. Rozdrobnione owoce odwirować w sokowirówce.
Przykładowo: z 10 kg wiśni sokowych uzyskuje się ca 6-7 litrów soku, z agrestu – ca 5 l, z malin, jeżyn, porzeczek – 6 l, a z jabłek – ca 4-6 litrów soku.
Wytłoki zalać taką ilością wody, jaką wchłoną ( ilość dolanej wody należy zmierzyć i zanotować), a następnie ponownie odwirować i wodę tę połączyć z wyciśniętym sokiem.
Powinno się używać do tego wody przefiltrowanej (z wodociągu) , lepiej jednak użyć wody źródlanej słabo zmineralizowanej. Dla otrzymania dobrego moszczu, czyli roztworu który poprzez fermentację przekształci się w wino, należy do czystego soku z owoców dodać określoną ilość wody oraz cukru, od których zależy trwałość i jakość wina.
Przykładowo: do soku z wiśni – dla wina średnio mocnego – na każdy litr należy dodać 1,2 litra wody, a dla wina deserowego- 0, 5 litra wody, natomiast na każdy litr rozcieńczonego soku należy dodać 160 g cukru dla wina średnio mocnego, lub 260 g – dla wina deserowego.
W zależności od rodzaju owoców – stosuje się różne ilości dodawanej wody i cukru.
Do wywołania fermentacji potrzebna jest tzw, matka drożdżowa, którą trzeba przygotować kilka dni przed pracami wyciskania soku. Uzyskuje się ją – z e szlachetnych drożdży winnych, kupowanych w drogeriach lub sklepach zielarskich, cukru, wody( i ewtl. fosforanu amonowego).Rodzaj drożdży decyduje o aromacie i specyfice smaku przyszłego wina. Np. do wina z wiśninajlepsze są , moim zdaniem, drożdże „Cherry”.
Matkę drożdżową dodaje się do moszczu(doprawionego cukrem i rozcieńczonego wodą)w ilości 3 do 5%.- ta mieszanina nazywa się nastawem winiarskim. Gąsior napełnia się do &frac34;
jego wysokości , otwór należy zakryć watą i obwiązać gazą. Do nastawu można dodać garść posiekanych rodzynek, które zawierają również drożdże winiarskie. Po trzech dniach
następuje burzliwa fermentacja nastawu, która trwa 7-8 dni. Wymagana temperatura pomieszczenia – to 17 do 24 stopni. Po tym okresie gąsior należy zamknąć korkiem z rurką fermentacyjna (napełnioną wodą) . Po kilku tygodniach cichej fermentacji w czasie której na dnie gąsiora tworzy się osad – należy zauważyć moment kiedy osad przestaje się tworzyć i wtedy przy pomocy rurki – należy ściągnąć wino do drugiego gąsiora, uważając by osad nie przeszedł wraz z winem, Osad ten należy przesączyć przez kilka warstw gazy. Następuje okres dojrzewania wina, który może trwać od kilku miesięcy do kilku lat. Przy dłuższym dojrzewaniu otrzymuje się wino bardziej wartościowe, ale wówczas należy raz do roku ściągać do drugiego (czystego, wyparzonego)gąsiora.
W zasadzie – już po okresie 3 – 6 miesięcy można przelać do butelek, które przechowywać trzeba w pozycji leżącej, najlepiej w piwnicy.
Takie są pokrótce zasadnicze działania przy przygotowaniu owocowego wina domowego.
Smacznego !

marc
      Jak zrobić własna kiełbasę?
    Robię kiełbasy, ale trzeba sobie od razu powiedzieć, że jestem wnusiem masarza i lubiłem podglądać Dziadka przy pracy. Dziadek zawsze mówił: "Wnusiu, jeśli chcesz być bogaty wybierz w przyszłości takie zajęcie, gdzie można dolewać wody". Sądząc po tym co dodaje się do przemysłowo produkowanych wędlin, Dziadek miał rację. Wracam jednak do tematu, zeby ktoś nie zarzucił mi wodolejstwa na tym Forum :D

    1. Podaję przepis na własnej konstrukcji wędzarkę i podstawowe wiadomości.
    2. Znam stronę podana przez Dynkę i również uważam ją za znakomitą. Mma też drugą: www.marbo.agnet.pl, poświęconą w całości kuchni wędkarskiej i myśliwskiej.
    3.Jesli chodzi o receptury kiełbas, to jest z nimi dokładnie tak jak z wszelkimi innymi przepisami. Trzeba się ściśle trzymać receptur. Moje są wypróbowane, zawsze wyrabiam kiełbasy według tych samych rzepisów i zawsze się udają. Trzeba sobie jedno powiedzieć wyrabianie kiełbasy jest zajęciem bardzo pracochłonnym i nawet w moim domu, w ostatnich czasach,na moją deklarację, że zrobimy sobie trochę kiełbasy na święta domownicy zaczęli rozpierzchać po kątach. Na szczęście znalazłem znakomitego masarza, który w sytuacjach kryzysowych robi dla mnie kilka, lub kilkanaście kilogramów pysznej, świeżej kiełbasy, według moich wskazówek (ja lubię dużo majeranku i czosnku).
    Wędzarki
    Najprościej jest zrobić sobie wędzarkę z beczki bez dna. Stawiamy ją pionowo na cokole z kamieni lub cegieł, tak żeby stała pionowo. Na dole szykujemy palenisko i rozpalamy ogień. Górę zamykamy przewiewnym workiem jutowym lub podziurawioną pokrywą drewnianą albo blaszaną. Bezpośrednio pod pokrywą układamy poprzecznie kije lub grube patyki, na których wieszamy nasze produkty do wędzenia. Taka wędzarka umożliwia jednak głównie wędzenie na ciepło i na gorąco. Jeżeli chcemy wędzić na zimno, a jest to najszlachetniejszy i zarazem najbardziej pracochłonny sposób wędzenia, to musimy oddalić palenisko od naszej beczki i doprowadzać do niej dym specjalnie przygotowanym kanałem. W tym celu palenisko budujemy w odległości około 3 m od beczki, a dym doprowadzamy do beczki na przykład przy pomocy stalowej rury. Dużą zaletą tej wędzarki jest obok większych możliwości przygotowywania wędzonych ryb i mięs, także fakt, że nie mamy problemu z tłuszczem kapiącym na rozżarzone drewno. Do wędzenia można również przystosować niektóre rodzaje murowanego grilla. Nad paleniskiem układamy ruszt posypany grubym żwirem, na który będzie kapał tłuszcz z mięsa, czy ryb. Wyżej (ok.30 cm) umieszczamy drugi ruszt lub wieszak, na którym układamy albo wieszamy nasze ryby, mięsa i wędliny. Temperaturę podczas procesu wędzenia regulujemy zmieniając grubość warstwy żwiru.

    Rodzaje drewna do wędzenia

    Na świecie do wędzenia używa się bardzo wielu gatunków drzew. W Polsce głównie używa się drzew liściastych: buku, olchy, dębu oraz drzew owocowych: wiśni, jabłoni, śliwy. Zależnie od tego jaki gatunek drzewa wybierzemy otrzymamy wędzonki o różnym aromacie i w różnym kolorze.
    Buk – nadaje się głównie do wędzenia drobiu, dzikiego ptactwa, jagnięciny i ryb. Nadaje barwę cytrynową
    Dąb – najlepszy do dziczyzny i ciemnych mięs, nadaje im barwę ciemnobrązową.
    Olcha – delikatne drewno, nadające barwę cytrynową, znakomite nie tylko do mięs, ale również do ryb i owoców morza.
    Klon, jesion – nadają wędzonkom barwę złocistą, nadają się do mięs i ryb przygotowywanych w bejcach z dodatkiem słodkich składników: cukru trzcinowego, czy mojego ulubionego miodu. Glazura nabiera wtedy mocno żółtego koloru.
    Śliwa – klasyczne drewno do wędzenia wieprzowiny, kiełbas i innych wędlin
    Wiśnia – nadaje wędzonkom ciemnoczerwoną barwę, doskonała do dziczyzny i szynek oraz do niektórych owoców morza (krewetek królewskich i homarów).

    Orientacyjny czas i temperatura wędzenia

    - Szynki nie parzone – temp. 30 – 40 stopni C – czas do 24 godzin
    - Szynka gotowana – temp. 30 - 40&ordm;C – czas 3 – 4 godziny
    - Polędwica wędzona – temp. ok. 30 stopni C – czas 12 - 24 godz.
    - Baleron gotowany – temp. 40 stopni C – czas 3 – 4 godz.
    - Żeberka – temp. 30 - 40 stopni C – czas 8 – 12 godzin
    - Boczek gotowany – temp. 30 – 40 stopni C – 2 – 3 godziny
    - Słonina – temp. do 30 stopni C – czas 3 – 4 dni

    Zasada jest taka, że produkty surowe wędzimy w dymie zimnym (do temperatury 25 - 30 stopni C) do kilku dni, a nawet kilku tygodni, produkty gotowane w ciepłym dymie 30 – 80 stopni C do kilku godzin, a w gorącym (powyżej 80 stopni C) dowolne mięsa i ryby, które szybko nabiorą aromatu, ale też będą się łatwiej psuły, tym samym najlepiej jest je przeznaczyć do szybkiej konsumpcji.

    Życzę powodzenia :)
      mały kot.../akcesoria dla niego
    Witaj Luki99!!!

    Niezbędne akcesoria w które musisz się "uzbroić" to na pewno kuweta. Rozmiary kuwet są przeróżne ,wybierz taką z której kotek szybko nie wyrośnie.
    Do kuwety należy kupić piasek aby kotek miał się w czym załatwiać. Piasek dla kota to żwirek można go kupić w każdym sklepie zoologicznym. Polecam żwirek firmy Benek. Jest chłonny,zatrzymuje nieprzyjemne zapachy ,starcza na dość długi czas.
    Kuwetkę stawiamy w miejscu ustronnym.Koty lubią intymność . Proponuję kąt w łazience,toalecie bądź na przedpokoju.

    Jeśli nowy kotek to jeszcze mała kulka proponuje karmy dla małych kociąt- Sanabelle Kitten,Animonda Rafine Cros Kitten, Von Feinstein dla kociąt.
    Obok miski z pokarmem stawiamy miseczkę z wodą. Kot musi mieć zawsze dostęp do świerzej wody.

    Z kotem trzeba chodzić do weterynarza . Aby kota przenieść potrzeba kupić transporter.

    Zabawki dla kota to podstawa: rózne kulki, maskotki,piórka na wędce,piłeczki...kotek będzie się nimi bawił całe dnie.

    Pamiętaj ,że kot w domu to nie tylko radość ale też i obowiązki :
    Pamiętaj o bezpieczeństwu kota!
    Bezpieczeństwo kota w domu to jedna z najistotniejszych kwestii. W tym względzie nie ma żartów, a kota trzeba potraktować jak małe dziecko – ciekawskie i głodne wiedzy.

    * Nigdy nie wolno zostawiać otwartych okien bez kontroli, szczególnie jeżeli mieszkamy wysoko. Nawet najbardziej spokojny i zrównoważony kot nie pogardzi możliwością zapolowania na przelatującego właśnie ptaka.

    * Wszystkie substancje chemiczne należy schować tak, aby kot nie miał do nich dostępu – jest to najlepsza droga do tego aby nasz milusiński się nie otruł.

    * Również trzeba pamiętać o dokładnym umyciu rąk po używaniu środków chemicznych – jeżeli tak ubrudzonymi rękoma będziesz głaskać kota on może zlizać z futra potencjalną truciznę.

    * Zanim kupisz nową roślinę do domu sprawdź dokładnie czy nie jest ona trująca dla zwierząt. Oto lista niektórych roślin stanowiących potencjalne zagrożenie dla kotów:

    Amaryllis sp.- amarylis, amarylek
    Celastrus sp. - dławisz, słodkogorz
    Chrysanthemum sp. - chryzantema, złocień
    Euonymus japonicus - trzmielina japońska
    Euphorbia milii - wilczomlecz
    E. pulcherrima - poinsecja
    Helleborus niger - ciemiernik
    Ilex sp. - ostrokrzew
    Phoradendron sp. - jemioła
    Aloe vera - aloes
    Azalea sp. - azalia
    Diffenbachia sp. - diffenbachia
    Dracaena - dracena, smokowiec
    Fikusy
    Geranium
    Hydragea sp. - hortensja
    Hedera helix sp. - bluszcz pospolity (wiele jego odmian)
    Ligustrum sp. - liguster
    Narcissus sp. - narcyz
    Nicotiana sp. - tytoń ozdobny
    Abrus precatorius
    Actaea spicata - czerniec gronowy
    Allium sp. - czosnek
    Parthenocissus quinquefolia - dzikie wino
    Atropa belladonna - pokrzyk wilcza-jagoda
    Aconitum sp. - tojad
    Aesculus hippocastanum - kasztanowiec zwyczajny
    Arisaema triphyllum - obrazkowiec
    Awokado
    Kwiaty cebulkowe takie jak tulipan, hiacynt, irys
    Conium maculatum - szczwół plamisty
    Convallaria majalis - konwalia majowa
    Cyclamen sp. - fiołek alpejski, cyklamen
    Daphne mezereum - wawrzynek wilczełyko
    Datura sp. - bieluń
    Ipomea purpurea
    Hydrangea sp. - hortensja
    Kalmia latifolia - kalmia wielkolistna
    Laburnum sp. - złotokap
    Lantana camara
    Lathyrus sp. - groszek
    Ligustrum vulgare - ligustr pospolity
    Liliaceae - liliowate
    Lobelia sp. - lobelia
    Grzyby - wszystkie gatunki mogą stanowić potencjalne zagrożenie
    Narcissus sp. - narcyz
    Nerium oleander - oleander
    Papaver sp. - mak
    Parthenocissus quinquefolia - winobluszcz pięciolistkowy
    Physalis sp. - miechunka
    Phytolacca americana - szkarłatka amerykańska
    Primula - pierwiosnek
    Prunus sp. - wiśniowate (wiele odmian, m.in. dzika wiśnia, morela, brzoskwinia...)
    Ranunculus sp. - jaskier
    Sanguinaria canadensis
    Solanaceae - psiankowate (np. ziemniak, ale również bieluń)
    Taxus sp. - cis - cała roslina
    Triglochin maritimum - świbka morska
    Veratum viride - ciemiężyca
    Wisteria sp. - słodlin, glicyna, wisteria

    * Nie zostawiaj bez nadzoru rozgrzanego piekarnika, żelazka, włączonej kuchenki, gotujących się potraw – kot mógłby się poparzyć.

    * Jeżeli bierzesz kąpiel nie zapomnij zamknąć łazienki w trakcie nalewania wody do wanny – kot zaciekawiony szumem wody lub pianą mógłby wpaść do wanny, grozi to utonięciem.

    * Nie pozostawiaj w zasięgu działania kotka małych przedmiotów, które mógłby połknąć. To samo tyczy się porcelany, szkła, itp. – twój pupil mógłby je stłuc i się pokaleczyć.

    * Zabezpiecz wszystkie przewody elektryczne (gniazdka, kable, wtyczki) – unikniesz porażenia kota prądem.

    To tak po krótce w razie pytań pisz:)
      Eksploatacja
    Nie mogłeś mieć innej wersji jako, że prawo w Japonii nakazuje zamazywanie narządów płciowych - to samo tyczy się twardej pornografii . Więc siłą rzeczy nie można tego ani za wadę uważać, ani za złośliwość twórców - im więcej się filmów z Kraju Kwitnącej Wiśni chłonie, można nawet dojść do wniosków, że charakterystyczny klimat pomaga to to budować - niemniej wiadomo, czasami drażni, szczególnie jak zamiast pikseli wyskakują ogromne białe plamy - z innej beczki, żeby tego uniknąć wielu artystów stosowało różne wybiegi, bawiąc się niekiedy w naprawdę ładne ujęcia. Zważ, że w "School of the Holy Beast" również narządów płciowych nie uświadczysz Stąd choćby ciężko i trochę nieuczciwie równać eksploatację japońską do europejskiej dajmy na to, wyłączając masę innych powodów, wymienianych zresztą.

    Co się zaś tyczy "Wet & Rope" - Ohara miał zdolność do absurdalnego przerysowywania pewnych rzeczy, niemniej było to raczej zamierzone - tak tutaj przedstawia się choćby bluźnierczy seks z kobietą przebraną za owcę na ołtarzu, albo zabawne alegorie w innym jego nun-exploicie "Sins of Sister Lucia" (główna bohaterka przez wszystkie zakonnice okrzykiwana szatanem i w połowie scen wcinająca ogromne, czerwone jabłko, czy inna z siostrzyczek, a na imię jej Maryja - dodajmy, że rozdziewiczona ). Z drugiej strony pan Ohara kręcił naprawdę mizoginistyczne exploity - żeby wymienić tylko "White Rose Campus: Then Everybody Gets Raped", czy "Zoom Up: Rape Site" (ten niestety mimo, że ożywił gatunek pewną, ultra-brutalną sceną - po dziś dzień pozostaje obrazem zaginionym), jednak i w "WRC" śladowe ilości humoru dało się wyczuć, niemniej jest to już zdecydowanie tytuł dla zaprawionych w boju, bo taki natłok seksualnej przemocy i mizogini dla wielu będzie nie do zniesienia. Warto przy tym zauważyć, że film ma ciekawą fabułę, z równie ciekawymi zwrotami akcji pod koniec. Ciężko jest pisać o pinku eiga, co za tym idzie i o ero guro w kategoriach tanich exploitów, bo choć rozciągłość gatunkowa jest tutaj ogromna i znajdą się także filmy, które estetycznie przypominają tanie pornosy, naprawdę sporo tu idzie wyszukać obrazów zaangażowanych politycznie (Wakamatsu, Adachi), czy społecznie, maksymalnie przerysowanych, niegłupich, świetnie zagranych i ładnych od strony wizualnej, czy nawet romantycznych. Na kogo warto zwrócić uwagę poza już wymienionymi? Konuma, Kataoka, Suzuki, obydwaj panowie Ishii, Hasebe, Takechi, Tanaka, Sono, Sato... i wielu, wielu innych.

    Co do japońskich nun-exploitów - nie kręciło się ich wiele, z uwagi na to, że chrześcijanie to naprawdę lilipuci odsetek wyznawców religijnych w Japonii, gdzie największą popularnością cieszyły się i cieszą różnej maści szkoły, sekty buddyjskie.

    Ps. Ciężko mi jest coś polecać, bądź z nie, gdyż produkcje Nikkatsu, czy Toei zazwyczaj trzymały wysoki poziom - a z uwagi, że obok Toho [które eksploatacji raczej nie robiło, do późniejszego okresu (II fala pinku, 72'-początek lat 80-tych, tzw era Nikkatsu roman porno), gdy bardzo nieśmiało na owy rynek zaczęło wkraczać i tu warto polecić na dobry początek samurajską trylogię o "Hanzo"] były to dwa największe studia w Kraju Wschodzącego Słońca, giganty, a Nikkatsu najstarsze . Niemniej polecić mogę jeszcze choćby "Cloistered Nun: Runa's Confession" - z tym, że bez bicia przyznaję, nie podobała mi się ta recenzja (takie subiektywne zdanie ) - bo nie ma sensu oceniać tego typu kina, w takim wydaniu wyłącznie poprzez pryzmat profilu strony, bo zaniża to ocenę i to po pierwsze, a po drugie - nieszczęsna cenzura . Ohara w swojej zamierzonej absurdalności, karykaturalnych przerysowaniach i niezłej fabule na tak drastycznie niską ocenę zwyczajnie sobie nie zasłużył. Ot, rzekłbym nawet, że to najlepsze roman porno w zakonnym płaszczyku jakie póki co miałem przyjemność zobaczyć
      Dębowe mocne
    Miło mi powitać wszystkich Forumowiczów!

    Liście dębu wspomagają wytwarzanie kwasu mlekowego, ogórki są lepiej zakiszone, jest mniejsze ryzyko że się zepsują. Są smaczniejsze, twardsze, niemal chrupkie. Ale najważniejsze w kiszeniu, jest to, aby dodawany koper był dobrze wyrośnięty, z dużymi baldachami, lecz zielony, ciemno zielony. Najlepiej świeżo zerwany, nie zwiędły i broń Boże nie suszony! Czosnek świeży, tegoroczny, nieuszkodzony. Ogórki 8-10 cm nie dłuższe, świeże, najlepiej prosto z pola, gatunek o rzadkich, czarnych "kolcach" z białymi wierzchołkami (część ogórka od łodyżki - ciemna, część ogórka od kwiatka - biała), o twardej skórce.

    Na dno słoja kładzie się koper, tak, aby przykrywał je całe, dodaje dwa duże ząbki czosnku i dwa cm chrzanu o przekroju 1,5 cm pokrojonego na 4 części (cząstki). Spory listek dębu, najwyżej dwa, myje się i mokre przykleja zewnętrzną stroną liścia do ścianek słoja (trzymają się na wodę). Ogórki zaczyna się układać na sztorc zaczynając najlepiej od ścianki na której przykleiliśmy liście dębu, trzymając słój nachylony pod lekkim kontem. Gdy już szczelnie wypełnimy szkło pierwszą porcją ogórków, układamy cienką warstwę kopru, dodajemy ząbek czosnku i znowu kładziemy ogórki. Jeśli słój jest wysoki, a ogórki małe (do ośmiu cm długość jednego ogórka), to najlepiej na sztorc, a jeśli nie, to na płask. Ostatnią warstwę kopru dajemy na górę, tak, aby po jego włożeniu od krawędzi słoja zostawało co najmniej 5 - 6 cm.
    Następnie robimy zalewę. 1 litr zimnej wody/ 1 płaska łyżka stołowa soli kamiennej. Mieszamy do rozpuszczenia soli i zalewamy ogórki w słoju tak, by wody było centymetr ponad powierzchnię warstwy kopru. Przykrywamy przykrywką zaciskową lub deszczółką i obciążamy ciężarkiem (wyszorowany kamień polny może zastąpić z powodzeniem ciężarek). Pierwszego ogórka można spróbować na trzeci dzień.
    Już trzeciego dnia może się pojawiać na ogórkach biały nalot. To najzdrowsze bakterie, pałeczki kwasu mlekowego, najlepiej nie płukać ogórków tylko chrupać z nalotem, bardzo zdrowo! Do sześciu dni po zakiszeniu biały nalot powinien być smaczny, później można płukać ogórki przed spożyciem, bo zaczyna się tworzyć kożuszek, który zmienia smak na gorzkawy, co oczywiście nie grozi ogórkom. Oczywiście, na ogół, ogórki nigdy tak długo nie stoją, bo zostają do tego czasu zjedzone.
    Najlepiej jest do samego końca, to znaczy do wybrania ze słoja ostatnich ogórków utrzymywać wierzchnią warstwę kopru, to znaczy odgarniać ją podczas wyciągania ogórków, a potem zakrywać je na powrót.
    Liście dębu podtrzymują twardość ogórków i nadają specyficzną świeżą kwaśność.

    Najważniejsza jednak w kiszeniu ogórków jest jakość kopru i odpowiednie nasolenie.
    Sól najlepsza jest kamienna, a woda zimna. Bardzo ważne jest , aby woda 1 cm - 1,5 cm przykrywała całość w słoju (lub kamionce), ogórki i koper nie mogą wystawać z wody!
    Liście mogą być od dębu zwykłego, ale lepsze są ponoć od dębu szypułkowego.

    Niektórzy dają do ogórków liście wiśni lub czarnej porzeczki, ja nie próbowałam, ale kiedyś jadłam takie i wydawało mi się, że od porzeczki woda nieco ciemnieje.

    Smacznego i pozdrawiam

    Żona Owego Fotografa
      FONDUE
    http://www.restaurants.pl...czej/fondue.htm

    Fondue (fr.; wym. fądü)

    Fondue to narodowa potrawa Szwajcarów. Potrawę przyrządza się w żaroodpornym naczyniu podgrzewanym od dołu (np. na maszynce spirytusowej). Do naczynia wlewamy białe wino, podgrzewamy, dodajemy żółty ser (najlepiej ementaler i grojer) i trochę kirszu (bezbarwna wódka o silnym zapachu, wydestylowana z przefermentowanych czarnych wiśni). Gdy podgrzana masa jest odpowiednio płynna, macza się w niej kawałki bułki i spożywa. Zgodnie z tradycją podczas jedzenia fondue nie należy pić wina, gdyż potęguje ono niestrawność. Wino można pić dopiero po jedzeniu.

    Na podstawie: Leksykon Sztuki Kulinarnej autorstwa Macieja Halbańskiego

    Poniżej dwa przepisy zaczerpnięte z francuskiej książki kucharskiej

    Fondue sabaudzkie (Fondue savoyarde)

    czas: 15 min.

    s k ł a d n i k i :

    800g tartego żółtego sera, 2 ząbki czosnku, 1/2 l białego wytrawnego wina, 50g wytrawnej wiśniówki, 1 łyżeczka do kawy mąki ziemniaczanej, 2 szczypty sody oczyszczonej, 2 szczypty gałki muszkatołowej, sól, pieprz; 1 bułka paryska.

    1. Pokrojoną w dużą kostkę bułkę ułożyć na talerzach.

    2. Natrzeć czosnkiem kamionkowe żaroodporne naczynie do fondue (ew. szklane), resztki czosnku zostawić wewnątrz naczynia. Wlać wino i podgrzewać na średnim ogniu. Powoli wrzucać tarty ser przez cały czas mieszając drewnianą łyżką. Gdy masa zaczyna gęstnieć, dodać do smaku sól i pieprz, mąkę ziemniaczaną rozprowadzoną w odrobinie wina, sodę, wiśniówkę i gałkę muszkatołową.

    3. Naczynie z gorącym fondue postawić na stole na maszynce spirytusowej, tak aby fondue cały czas było w stanie wrzenia.

    4. Bułkę nabić na widelec lub szpadkę i maczać w fondue.

    Uwagi: -- najlepszy smak ma fondue z 2 gatunków sera; jednym z nich powinien być ementaler -- dzięki sodzie oczyszczonej dodanej pod koniec gotowania fondue jest lżej strawne -- mąka ziemniaczana zapobiega zwarzeniu się fondue -- zwarzone fondue można uratować dodając kroplę octu -- wszystkie osoby siedzące przy stole jedzą fondue z tego samego naczynia -- do fondue podaje się białe wytrawne wino.

    Fondue z Franche-Comte

    czas: 25 min.

    s k ł a d n i k i :

    6 jajek, 1/3 wagi jajek drobno utartego żółtego sera, 1/6 wagi jajek masła, 100g białego wytrawnego wina, 1 ząbek czosnku, sól, pieprz, gałka muszkatułowa.

    1. Kamionkowe żaroodporne naczynie natrzeć wewnątrz czosnkiem. Resztki czosnku pozostawić w naczyniu.

    2. Wlać wino i postawić naczynie na małym ogniu. Do gorącego wina wrzucać ser i mieszać do otrzymania jednolitej masy.

    3. Dodać ubite jajka i masło. Pozostawić na ogniu 7-8 min., aby fondue zgęstniało. Doprawić do smaku solą, pieprzem, gałką muszkatałuwą. Fondue musi być ostre.

    4. Podawać na ogrzanym, posmarowanym masłem półmisku.
      Wewnętrzne rozterki...
    Z Kronik Pagorkolandzkich Historii Prawdziwych ...

    O Ostatnim Smoku, w miescie Krakowie urzedujacym ...

    (notatka poufna, nie dla pospolstwa a jeno dla Szczegolnie Oswieconych i Wtajemniczonych Dusz )

    A bylo to tak ...

    W miescie Krakowie, znanym z wysokiej klasy produkowanych cizemek, sandalow i kaloszy, a takze znanym jako Grod majacy patronat nad nowatorskim przemyslem oscypkow owczych i husteczek do nosa (niedrapiace!) w owczej welny rezydowal ostatni ze swego rodu Smok z gatunku Weganow ...

    Byla to bestyja ogromna, lagodna alecz niezwykle malego rozumku ... Badania Instytutu Pagorkolandzkiej Nauki (nie)Scislej dotyczace stosunku masy ciala do inteligencji wykazaly niezbicie, ze ma sie ona (wielkosc cielska) nijak do ilosci szarych komorek ... a archeologiczne badania nad Smokami Ziemskimi i Nieziemskimi potwierdzily kompletny brak wystepowania jakiejkolwiek inteligencji u Smokow Weganow ...

    O smierci Waldemara - bo tak na imie mial rzeczony Smok - powstaly legendy i pogloski, rozne, szpetne i jak to zazwyczaj bywa ... zupelnie nieprawdziwe ...
    Prawda mianowicie wygladala nastepujaco:

    W dzien XXVI zjazdu Poszukiwaczy Dziewic, Jednorozcow i innych Stworzen magicznych mial miejsce w Krakowie Jarmark Oscypkowy ...
    Zjechala cala Liga Pastuszkow, Pasterek i Bacow ... przyprowadzili ze soba nowe odmiany owiec i okazy konkursowe Baranow chodowanych nie na trawie a na Bananiej Maczce Wysokoglutenowej.
    Goscmi specjalnymi Fety bylo Stowarzyszenie Mistrzow Obutych, od miana ichniego Zalozyciela Dratewcami zwanymi byli owi rzemieslnicy.

    Jako ze powszechnym bylo w owych czasach okresowe zakrecanie cieku wodnego dalej Wisla (od posmaku wisni, jaki rzeka owa w kazdy piatek trzeciego miesiaca roku Wilka wydzielala byla) zwanego i puszczaniem w miejsce wody ... piwa jeczmiennego, na ktory to trunek Waldemar uczulonym byl od dziecka, postarano sie o przygotowanie odpowiedniej odezwy do nieszczesnego Stworzenia.

    Jest tez powszechnie wiadomym, iz Waldemar nauke wchlanial jedynie poprzez proces palaszowania ... przy czym najlepsze efekty uzyskiwano przy glowkach Salaty lodowej (niska temperatura miala wplyw na modelowanie sie nawykow owego Smoka) ...

    Przygotowano wiec pergamin, ktory za pomoca kleju z kurzego bialka przyklejono do glowki i poslano poczta golebia ... (byl wowczas zwyczaj trzymania w kuchniach golebi pokojowych i uzywania ich w charakterze e-maile ... niekiedy nawet dawano im zalaczniki, np w postaci warzyw )

    Niestety w kuchni mial dyzur mlody czeladnik Krak ... (to miano zyskal nikt nie wie w jaki sposob, ale bardzo sobie chwalil .... wczesniej nazywano go krolikiem, albo krocej Krolem ) ... znany z pechowych przygod.
    Krak zamienil salate lodowa na kapuste wloska i taka przesylke wpial w golebia pokojowego ...

    A Kapusta wloska poza zneutralizowaniem podczepionego pergaminu (znaczy sie, nic nie skapowal smok nasz) wywolala ochote na spacer ...
    Wyszedl wiec Waldemar na spacer - chyba ze wzgledow zdrowotnych - zamienil on kilka uwag grzecznosciowych z uczestnikami Jarmarku, po czym uznal ze dzien upalny, a wisla pod skrzydlem i napil sie wody o dziwnym zoltawym kolorze i nieco spienionej ...

    Nastepnie wystapila reakcja alergiczna, i mimo trzy tygodniowej proby reanimacji, nie udalo sie odratowac Waldemara ....
    Sad Grodzki uznal owa smierc ... za zgon z glupoty, a nieszczesnego Kraka w ramach socjalizacji posadzono na tronie i zamieniona przyszlosciowy fach Kucharza na bezproduktywna Polityke ...

    A reszta to juz plotki, oszczerstwa i kadlubkowe bajki ...

    ....................................................................

    poniewaz temat wyplynal i nawet chcieliscie ekshumowac nieszczesnego Waldemara, postanowilam podzielic sie z wami posiadana wiedza w tym temacie ...
    ach, a ze skory stworzenia ... pocietej na drobne paski zrobiono pierwsze granice Panstwa Polan ... ale to juz zupelnie inna historia
      Boys Be


    Rodzaj produkcji: seria TV
    Rok wydania: 2000
    Czas trwania: 13×24 min
    Gatunki: Komedia, Szkolne, Romans

    Bohaterami naszej opowieści jest kilkoro siedemnastolatków, uczęszczających do typowej japońskiej szkoły. Kyoichi Kanzaki - artysta malarz i Chiharu Nitta - jedna z najlepszych w szkole biegaczek, znają się od czasów wspólnych zabaw w piaskownicy. Niespodziewanie, podczas kolejnej wiosny, wśród fruwających w powietrzu białych płatków wiśni, ich znajomość zaczyna przeradzać się w coś więcej.

    Za przykładem Kyoichiego i Chiharu, kolejni z paczki przyjaciół: baseballista Kenjo, maniak kobiecego piękna i poszukiwacz idealnej partnerki Makoto, spokojna Yumi i rozmarzona Aki, wkraczają w burzliwy okres dojrzewania i pierwszych miłości. Nie zabraknie więc radości, rozczarowań, poszukiwań i wzniosłych momentów w różnorakim wydaniu.

    Fabuła tej serii wyróżnia się zdecydowanie z tłumu innych o podobnej tematyce. Dlaczego? Otóż większość odcinków jest zrobiona według jednakowego szablonu - jedno z bohaterów (lub kilkoro na raz) spotyka kogoś zupełnie obcego i coś tam się między nimi dzieje. Na dłuższą metę jest to zdecydowanie monotonne, do tego stopnia, że w końcu nudzi i zniechęca do sięgnięcia po następny odcinek. Głównym wątkiem wydaje się być historia Kyoichiego i Chiharu, której elementy są od czasu do czasu wplatane na początku lub na końcu odcinka. Pojawiają się jednak na tyle rzadko, że widz zastanawia się czasem, kto tak naprawdę jest tu głównym bohaterem. Na przykład przez cały odcinek jedna z bohaterek w lejących strugach deszczu kontempluje rozchylanie się kwiatowego kielicha, w towarzystwie pewnego fotografa, który chyba czeka, aż ten kwiatek przeobrazi się w krwiożerczą bestię, by wreszcie móc cyknąć tę fotkę. Moja dziewczyna po 20 minutach powiedziała, że „ona ma tej serii dosyć” i rzeczywiście dokończyłem oglądanie sam. Większość odcinków jest w podobnym stylu, choć zdarzają się wyjątki.

    Brak urozmaicenia w fabule obniża oceny innych elementów serii. Bohaterowie niewątpliwie mają w sobie coś oryginalnego, ale... Postacie z początku wydają się całkiem ciekawe, jednak z wyżej wymienionych powodów po prostu nie mogą rozwinąć skrzydeł. Bo cóż z tego, że na przykład spodoba się nam taki Makoto, skoro na jego powtórne pojawienie musimy czekać całe trzy odcinki. Boys Be wyraźnie wyróżnia natomiast szeroka gama bohaterów pobocznych, wprowadzających nieco urozmaicenia - dzięki nim akcja nie skupia się tylko na kilku osobach. Nadal jednak ślimacza fabuła powoduje, że kiedy po kilku odcinkach znowu widzimy daną postać, już nie pamiętamy, kim ona była.

    Jeżeli oceniać muzykę pod kątem dopasowania do fabuły, to należy ją uznać za udaną. Inna sprawa, czy ta muzyka wpadnie nam w ucho, czy też zaraz o niej zapomnimy, albo czy przypadkiem ukołysani kolejnymi melodiami najzwyczajniej nie zaśniemy. Rzecz ma się podobnie, jak w przypadku postaci - wszystko wlecze się jak żółw pod górę. Kresce nie można niczego zarzucić, jest w porządku, nie zachwyca, ale i nie odrzuca. Myślę, że nie ma się o czym rozpisywać.

    Po tym wszystkim należy też powiedzieć, że Boys Be ma i dobre strony. Czasami można się tu pośmiać i trochę powzruszać. Zdarzają się momenty, które gwałtownie przyśpieszają fabułę (ale czemu tak rzadko?). Sielankowy klimat jest przyjemny i odprężający. Bardzo dobry jest odcinek 13 i pojawiająca się w nim imienniczka bohaterki, Chiharu (ale czemu tak późno?). Seria pokazuje przede wszystkim normalne życie normalnych ludzi, którzy w normalny sposób przeżywają okres dojrzewania i to chyba jest jej największym atutem. Na pewno można znaleźć tu różne elementy, które sprawią, że poświęconego jej czasu nie uzna się za stracony, aczkolwiek zapewniam, że wielkich wzlotów emocjonalnych raczej nie da się dzięki niej przeżyć.

    Każdy, kto zechce zwrócić uwagę na ten tytuł, musi być przygotowany na melancholijny nastrój, który towarzyszy nam od pierwszego do ostatniego odcinka. Ja nie żałowałem, że obejrzałem Boys Be, przypuszczam też, że spodoba się amatorom produkcji o takim właśnie charakterze. Pozostaje żałować, że twórcy nie zrobili całej serii tak, jak ostatniego odcinka, który - utrzymując klimat serii - jest znacznie ciekawszy. Wszystkim, którzy się zdecydują spróbować, życzę miłego oglądania. Kupcie sobie orzeszki, weźcie prysznic, załóżcie szlafrok i kapcie, a potem włączcie Boys Be.

      Vagabond
    Tak wiem, że jest polskie wydanie, ale ja zakładam temat dotyczący mangi ogólnie, jak ktoś chce to niech założy

    Vagabond (バガボンド Bagabondo) to dobrze znany, i wielokrotnie nagradzany seinen autorstwa Takehiko Inoue (znanego chociażby ze słynnego sportowego shounena traktującego o koszykówce; Slam Dunk). Jest to tak zwana "manga samurajska" (wiem, że ten termin jest mocno naciągany; odwołuje się on głównie do mang traktujących o wojownikach żyjących w feudalnej Japonii; tak więc nie tylko o samurajach, ale także o roninach itd) oparta na klasycznej powieści Musashi (宮本武蔵, Miyamoto Musashi) autorstwa Eijiego Yoshikawy będącej fikcyjną biografią autora książki Księgi Pięciu Kręgów (五輪書, Go Rin No Sho), czyli Miyamoto Musashiego, najsłynniejszego i najprawdopodobniej najlepszego japońskiego fechmistrza w historii ((znany też jako Shinmen Takezō, Miyamoto Bennosuke, lub z "buddyjskiego imienia"; Niten Dōraku), który zapoczątkował szkołę walki dwoma mieczami naraz - "jedną drogę dwóch mieczy"* (兵法二天一流 Hyōhō Niten Ichi-ryū). Manga ukazuje się na łamach Weekly Morning od 1998 roku. Na stan obecny doczekała się w Japonii 28-30 tomów (nie chce mi się szukać : P), podczas gdy anglojęzyczne wydanie od VIZ ma aż 28 tomów. W Polsce Mandragora wydała dziewięć, ale chyba już więcej nie będzie. Przynajmniej na razie. Seria można otagować moim zdaniem następująco; seinen, przygoda, akcja, historia, samurajowie, okruchy życia (nie chciałem użyć słowa "dramat", a ni "romans" bo jednak średnio tu pasują).

    Jak napisałem w powyższym wstępie; seria ukazuje losy Shinmena Takezō, zabijaki który postanawia zdobyć tytuł najsilniejszego pod słońcem. Oczywiście szybko zostaje sprowadzony na ziemię i uświadomiony, że droga ta będzie kręta i długa. I faktycznie taka jest; razem z głównym bohaterem czeka nas długa podróż po feudalnej Japonii. Podróż będąca niesamowitym mangowym przeżyciem, które z pewnością będzie się jeszcze pamiętać latami, kiedy już dobrniemy do ostatniego rozdziału. Będzie to wędrówka, w której główny bohater będzie ewoluował i jako wojownik, i jako człowiek. Moja przygoda z tym tytułem była nieunikniona; ogromna ilość wysokich miejsc w różnorakich mangowych rankingach, plus sam opis tego o czym traktuje seria (no i jej gatunek). Manga niesamowicie wciąga. Mówiąc na wstępie; uważam, że Inoue stworzył po prostu arcydzieło. Tytuł naprawdę wybitny, w swoim gatunku będący klasą samą w sobie, rywalizujący śmiało z legendami takimi jak Berserk. Obie mangi według mnie prezentują podobny poziom - ale są przy tym całkowicie inne i nie ma praktycznie żadnych podobieństw. Łączy je jedynie fakt, że traktują o "drodze miecza". Całość wchłonąłem w dwa dni i jeden wieczór i ... chciałem więcej. I więcej. Pozycję tą śmiało można nazwać już klasykiem klasyków. Z czystym sumieniem stwierdzam, że Vagabond jest wzorem tego jak powinna wyglądać manga traktująca o drodze wojownika, która pełna jest akcji na najwyższym poziomie zarysowanej cudowną kreską.

    Mamy tutaj wszystko; ciekawe, realistyczne i przede wszystkim dynamiczne postaci, bardzo przystępnie i ciekawie oddane realia dawnego Kraju Kwitnącej Wiśni, oraz to co rzuca się już na pierwszy rzut oka. Uświadczymy tu bowiem tego co miśki lubią najbardziej - czyli porywających sceny akcji będących absolutnym mistrzostwem świata; tutaj z walk bije epickość, każdy kadr jest cudowny. A rozstrzygnięcia pojedynków zmuszają czytelnika do złapania oddechu. Mangaka idealnie oddaje ruch i dynamikę. Zarazem (tak mi się wydaje) walki są realistyczne. Nie ma tu nawet śladowej ilości super mocy, czy powtarzających się cudownych fartów, zwanych tutaj powszechnie - płotami. Ale wiadomo nie od dziś, że nie samą walką człowiek żyje. Nawet w mandze takiej jak ta. Jeśli chodzi o psychiczne aspekty drogi, którą przebywa bohater - twórca idealnie to jak do tej pory ukazuje. Naprawdę przekonujące i przemawiające do czytelnika przemyślenia dotyczące drogi miecza, ale też i te które odnoszą się do człowieka i życia ogólnie - to tutaj norma. Nie dostaniemy tu wrażenia, że mamy do czynienia z emostanami 12 latka. Vagabond potrafi też zdrowo zaskoczyć rozwiązaniami fabularnymi, które stosuje autor. Ja na przykład nigdy bym się nie spodziewał paru epic momentów, które wgniotły mnie w fotel na tyle mocno, że trzeba było wzywać pogotowie. A szczególnie tego jak wyglądają tomy 14-20, które są chyba moim ulubionym arciem w mandze. Powiem tyle, jeśli ktoś ciekaw: [s]nie tylko sylwetka Musashiego zostaje nam tu szerzej przybliżona ;)[/s]. Wracając do walk; nie jeden pojedynek kończy się w zupełnie nieoczekiwanym momencie w zupełnie nieoczekiwany sposób. Pod względem fabularnym i tego jak prowadzi ją autor Vagabond to po prostu absolutne cudo. Historia nie daje się przestać śledzić, losy bohaterów zmuszają do nerwowego czekania na to co przyniosą kolejne strony. Opowieść jest przekonująca i przy tym niezwykle atrakcyjna, i co najważniejsze - bardzo przystępna, mimo swojego gatunku. Wiele motywów czyni ten tytuł czymś więcej niż jedynie wybitną mangą akcji.

    Jeśli chodzi o oprawę... Według mnie obiektywnie można stwierdzić, iż kreska w Vagabondzie jest wzorowa. Jest bardzo realistyczna, ale i jednocześnie charakterystyczna. Klimatyczne kolorowe strony są wspaniałe. Okładki kolejnych tomów również prezentują się okazale. Ruch, dynamikę oddano tutaj perfekcyjnie. Postacie są charakterystyczne, twarze wypadają akurat tutaj celująco. A mówiąc subiektywnie... Vagabond to perełka pod względem kreski. Z mang które przeczytałem, lub których screeny widziałem to przygody Musashiego są w ścisłej czołówce. Pasuje tu określenie "cud, miód i orzeszki". Gratka dla nawet najwybredniejszych pod tym względem fanów.

    "Polecam" nie odda tego jak piorunujące wrażenie zrobił na mnie ten tytuł i jak wiele rozrywki mi dostarczyła jego lektura (i dostarcza - bo manga wciąż trwa, i nie zanosi się na to by szybko się miała skończyć). Tutaj miód leje się z każdej strony. Chyba kojarzycie uczucie, które towarzyszy Wam podczas obcowania z czymś naprawdę wybitnym; nie można oderwać się od lektury będąc wciśniętym w fotel i zupełnie przez wspaniałość tego tytułu sparaliżowanym; chce się wchłonąć całość na jeden raz, a kiedy dobrnie się do ostatniego rozdziału i trzeba czekać na kolejne dopada nas depresja. Z którą równać może się jedynie przymus odłożenia lektury kolejnych rozdziałów na rzecz lajfa. Tak więc osobiście uważam, że tytułu tego powinien spróbować każdy, nawet ten który nie przepada za "mangami samurajskimi" i tytułami "sensacyjnymi". A tym, którzy gustują w takich klimatach powiem jedno - istnieje ogromna szansa na to, że jeżeli jeszcze nie przeczytaliście omawianego tu przeze mnie tytułu to jak to zrobicie to będziecie musieli specjalnie dla niego przemeblować swoje "top 3 mangi". U mnie losy Musashiego są na trzecim miejscu. Prawdopodobnie kupię sobie polskie wydanie, bo manga jest warta wydania na nią każdych pieniędzy.

    *po angielsku mniej więcej: "the school of the strategy of two heavens as one"
     



    wisnia cena drzewka
    wiśniami w spirytusie
    witch najlepsza polska
    wisla galeria sztuki
    Witch Niech żyją wakacje
    Wisla urlop Wisla
    Witamy w Moodle
    Witam wszystkich na mojej
    WISŁAWA SZYMBORSKA Obmyślam świat
    With His Hot and Blue Guitar
    witch blog will
    Wisła policyjny klub
    wisemen james blunt
    without zero joi
  • martin junker
  • chrzanowska;monika
  • odstapienie;garazu
  • sulechow;miasto
  • para que lidia avila